Kłamstwa czasem popłacają./ A jednak się do czegoś nadaję!
Oczywiście chwilę po tym, jak przyjechało pogotowie, zaraz została wezwana policja. Przypadek Angelii-sama był lekarzom zbyt dziwny i niecodzienny. Skąd rany kłute na ciele u dziewczyny!? Karetka błyskawicznie ją zabrała na operację, a my staliśmy i oczekiwaliśmy na przyjazd policji.
-I co teraz? – zapytałam.
-Trzeba było nie dzwonić po karetkę – fuknęła Katsumi-chan.
-Cicho bądźcie! Teraz trzeba obmyślić, co powiemy policji! – oburzył się Fukuzawa-kun.
Hayami-senpai stała i myślała, co mamy powiedzieć.
-Już wiem – powiedziała poprawiając okulary.
Lecz zanim zdążyła coś powiedzieć, przyjechała policja.
-To oni dzwonili po karetkę? – zapytał funkcjonariusz.
-Tak, to te dzieciaki.
-Zabieram was na komisariat, tam się wytłumaczycie.
No to kicha! Jak wszyscy powiedzą inną wersję wydarzeń, to po nas! Zamkną nas na wieki! I to będzie wszystko na nas! Boję się!!!
Weszliśmy do dużego, policyjnego samochodu i usiedliśmy koło siebie w milczeniu.
„Słuchajcie, mam plan” – usłyszałam po chwili w mojej głowie. No tak! Telepatia! Magowie za jej pomocą się porozumiewają z demonami! Po chwili cały plan został wyjaśniony dogłębnie. Nic dziwnego, że uchodzi za jedną z inteligentniejszych osób w szkole! (zarazem najwredniejszych, ale to pominę…)
Po tym, jak zajechaliśmy na komisariat, wysiedliśmy z samochodu, po czym udaliśmy się do budynku. Od razu po kolei zostaliśmy przesłuchani. Najpierw Katsu-chan, później Hayami-senpai. Moja kolej naszła zaraz po Fukuzawie-kun.
-Siadaj – powiedział policjant. – Zatem co się wydarzyło zanim przyjechała karetka?
-No więc… za dużo nie widziałam, byłam z pozostałymi, po prostu nagle zauważyłam, jak ta dziewczyna się szarpie na ulicy z kimś, a potem została dźgnięta czymś długim, jak katana. Nie wiem, byłam za daleko, by to zobaczyć.
-Kurcze, wszyscy mówią prawie to samo… a wygląd napastnika?
-Ciężko opisać. W bejsbolówce był, czarne włosy, niewysoki…
Jeszcze mnie przemaglowali parę chwil, po czym puścili wolno jak resztę. Od razu wyszliśmy z budynku i stanęliśmy koło wyjścia. Zaraz potem wyszli ci policjanci na papierosa. Rozmawiali o tej sprawie między sobą.
-Te dzieciaki za dużo nie widziały. Ale dziewczyna miała szczęście, że byli w pobliżu – powiedział ten z wielgachnym, krzywym nosem.
-Fakt, ciężko będzie cokolwiek zrobić, dopóki nie mamy zeznań głównej poszkodowanej… na razie zostawmy tą sprawę – rzekł drugi, który miał stopę tak wielką jak kajak. Zresztą obaj byli brzydcy jak noc…
I na tym się skończyło.
Po wyjściu z komisariatu rozgorzała dyskusja.
-Super, że Hayami-senpai wpadła na genialny pomysł – powiedziałam, po czym spojrzałam się na nią.
Ona „jak zwykle” była niewzruszona. Udawała, że nic ją to nie obchodzi, co mówię.
-No, była by kicha, gdyby nie ona. Dzięki – rzekł Fukuzawa-kun.
-Drobiazg, ktoś musi mieć łeb na karku – odpowiedziała dziewczyna.
-Fakt. To co? Jedziemy do szpitala? – zaproponowała Katsumi-chan.
-Jestem ciekawa, do którego ją zabrali… - powiedziałam. Jest mnóstwo w Tokyo szpitali, a my nie mamy pojęcia, gdzie się znajduje.
-Użyj swojej wstęgi. W końcu jesteś z nią połączona, co nie? – zauważyła demonica.
-Chciałabym…
-Że co!? – krzyknęli razem mag i demon.
-Nie chciała zawrzeć ze mną kontraktu.
-Przecież to ostatnia głupota! Chce się stać upadłą czy co!? – krzyknęła wkurzona Katsumi-chan.
-Jak to?
-Demon bez swojego maga staje się upadłą istotą nie posiadającą moralności i żadnych zahamowań – wyjaśniła Hayami-senpai. – Po to są między innymi potrzebne kontakty, by pilnować demony przed osiągnięciem dna.
No to bigos! Angelia-sama założyła na siebie niezły los, pozbawiając swojego maga i w ogóle nie zawierając nowego kontraktu! Co ona myśli!? Jest taka głupia czy co!?
-Dlaczego ona to robi? – zapytałam.
-Jej zapytaj. Nie wiem, co siedzi w jej głowie – odpowiedziała Hayami-senpai poprawiając za długą czarną grzywkę opadającą jej na oczy.
Po chwili przewodnicząca odeszła od nas kawałek, po czym coś mamrocząc pod nosem, zaczęła tworzyć coś w stylu kulki światła w ręku, którą wypuściła. Od razu odleciała na lewo od nas, w kierunku, gdzie mniej więcej znajdowała się kawiarnia mojej mamy.
-Ta kula znajdzie nam drogę do Angelii. Chodźmy za nią.
Odeszła od nas kawałek. My ruszyliśmy zaraz po niej.
Szliśmy przez bardzo zatłoczone ulice miasta, mijaliśmy kilka bankowców, restauracji, mnóstwo sklepów i kilka większych skrzyżowań, gdzie lubi było jak mówek. Wokół mnóstwo bilbordów, reklam, które oświetlały szare ulice. Było dosyć ciemno jak na popołudnie. Kula z kolei widniała bardzo wysoko, tak, że nikt poza nami jej nie widział. Podążaliśmy dosyć długo, chyba z piętnaście minut. W końcu kula zatrzymała się.
-To tutaj? – spytała Katsumi-chan.
-Nie. Wyczuła niebezpieczeństwo – rzekła Hayami-senpai.
Zaczęliśmy się rozglądać. Wszędzie tłumy. Niby nic nadzwyczajnego. W pewnej chwili rzucił mi się w oczy mężczyzna, który poza bladą skórą i czerwonymi oczami oraz rogami na głowie wyglądał normalnie. Próbował obezwładnić jakąś kobietę, jakby próbował nad nią zawładnąć.
-Patrzcie! – krzyknęłam pokazując na dziwnego pana.
-Upadły! – wrzasnęła Katsumi, po czym spojrzała się na Fukuzawę tak, jakby mu coś przekazała.
Chwilę później wszystko stanęło w miejscu, poza nami i tym upadłym.
-Niech to! – powiedział demon, po czym próbował uciec.
-Nie tak prędko! – nie wiem nawet kiedy Katsumi-chan zdążyła się przemienić, już trzymała w ręku pistolety i strzeliła prosto do faceta. Niestety, pudło. Mężczyzna widząc, że jest atakowany, również zaczął walczyć. Wyjął z kieszeni shurikeny, po czym rzucił kilkoma w naszą stronę. Dwa zestrzeliła Katsumi-chan, reszta leciała prosto na nas!
-Bariera! –krzyknęła Hayami-senpai, po czym nad głową pojawiła się osłona z ognia. Gdy shurikeny zetknęły się z barierą, zwyczajnie zapaliły się, po czym wybuchły z ogromną siłą rozwalając naszą barierę.
-Mini bomby! – zauważył Fukuzawa-kun.
-Za tobą! – krzyknęłam, zauważywszy kolejnego demona.
Jednak Fukuzawa-kun nie ma takiego refleksu, jak myślałam. Zanim się odwrócił, kobieta była już w powietrzu i miała go zaatakować. W pewnej chwili wyciągnęłam przed siebie rękę, zapłonęła ogniem i zauważyłam, że postać zatrzymała się tuż nad głową maga. Gwałtownie zamachnęłam się i demon wylądował na drugiej latarni od nas zginając ją w pół.
-Dzięki – powiedział chłopak.
-Drobiazg.
Z kolei Katsumi-chan w końcu poradziła sobie z jednym upadłym, a pojawił się następny. Na jej nieszczęście, przejął ciało już przypadkowego przechodnia. Drugi również się pozbierał i dołączył do tamtego.
-Saito! – krzyknęła.
Wokół chłopaka pojawił się niebieski pentakl, po czym dziewczyna zaczęła świecić się również na ten sam kolor.
-Akceleracja włączona – dał znać Fukuzawa-kun.
-Teraz się zabawimy!
Nagle Katsumi-chan ruszyła pełną parą w stronę tych demonów. Jej ruchy były szybsze, zwinniejsze, strzały celniejsze. Trafiała raz za razem w jednego, w drugiego! Zamroziła ich bez problemów. Lecz w pewnej chwili, gdy niby wszystko było skończone, obaj wyrwali się z lodowej skorupy i jednocześnie zaatakowali. Coraz gorzej szła demonicy obrona przed atakami. Z kolei na twarzy maga widziałam skupienie w powstrzymywaniu jej stanu. Chciał jej pomóc, lecz nie miał jak. W końcu dziewczyna zawołała sama o pomoc.
-Hayami-senpai! Pomóż mi!
Przewodnicząca nie namyślała się długo. Od razu wyczarowała wokół siebie kilka kul ognia, którymi wycelowała w jednego z demonów. Jednak nic z tego. Demon ominął je bez problemu wyjąc się niczym wąż pomiędzy nimi. Podleciał do niej i uderzył tak mocno, że odleciała kilkanaście metrów dalej upadając z hukiem na ziemię.
-Hayami-senpai! – krzyknęłam.
Zanim się obejrzałam, ten sam demon zbliżył się do Fukuzawy-kuna i go zaatakował. Okrąg zniknął, w Katsumi-chan nagle straciła siły.
-Saito! – krzyknęła. Chłopak nawet nie drgnął. Był za mocno ranny.
Zobaczyłam, że dwa demony zbliżają się w moim kierunku. Nie, nie, NIE! NIE ZNISZCZYCIE MNIE!
Nagle stanęłam w płomieniach, nie parzyły jak wcześniej, wręcz przeciwnie, czułam ich przyjemne ciepło. Tylko ja byłam w stanie się obronić, tylko na sobie mogę polegać! Ja mogę ich uratować! Muszę to zrobić! Nie wybaczyłabym sobie, gdybym znowu zawiodła!
Płomienie stały się większe, wyraźnie odstraszyły demony, lecz zanim uciekły, zaatakowałam je! Na wylot przeszyłam pierwszego ognistą strzałą z palca. Całkiem świadomie ją wyczarowałam, co mnie zdziwiło. Drugi próbował walczyć, lecz z łatwością się broniłam. Kopuła ognia nie dopuszczała żadnego ataku.
-Teraz oberwiesz za to, że zaatakowałeś moich przyjaciół!
Ogień przede mną skoncentrował się w ręku, po czym utworzyłam ognisty łuk, a z kuli zrobiłam coś na kształt strzały. Świst! Strzała wbiła mu się w serce, po czym wybuchła jak fajerwerk, rozrywając demona i paląc go na popiół.
Gdy się wszystko wokół uspokoiło, zobaczyłam, jak Katsumi-chan stała i patrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem, jakby nie spodziewała się, do czego jestem zdolna.
Po chwili Fukuzawa-kun również z wielkim trudem wstał. Zaciskał zęby, by nie czuć bólu zranionego brzucha. Ale dlaczego Hayami-senpai nie rusza się?
-Przewodnicząco! – krzyknęłam podbiegając do niej. – W porządku?
Widziałam, że była cała poobijana, możliwe również, że kilak żeber jej pękło, wyglądała okropnie!
-Dziwne, że się mną przejmujesz – powiedziała z ironią w głosie. – Przecież mnie nienawidzisz…
-Nieprawda! Może trochę nie lubię, ale nie nienawidzę! Znasz zaklęcie leczące?
-Czekaj, ja jej pomogę – powiedział Fukuzawa-kun, po czym podszedł do niej i zaczął coś mamrotać pod nosem.
Pojawiło się zimne niebieskie światełko, dzięki któremu szybko wszelkie siniaki poznikały i Hayami-senpai mogła bez problemów podnieść się.
-Dziękuję – rzekła do chłopaka, po czym zwróciła się do mnie. – Przepraszam, że wątpiłam w twoje umiejętności. Jednak Angelia wiedziała, co robi…
-Nie przesadzajmy – w tym momencie zaczerwieniłam się. Usłyszeć komplement od bardziej doświadczonego maga od siebie, bezcenne!
-No co? Chyba nici z odwiedzenia Angelii-sama, co nie, drogie panie?
-Cóż, trzeba przyznać, że wyjątkowo dzień jest do kitu – rzekła Katsumi-chan. – To nic, jutro odbijemy sobie na karaoke!
-Nie tak prędko – tą radość przyćmiła przewodnicząca poprawiając okulary, które okazały się być zbite. Po chwili jednak przejechała ręką nad nimi i zostały poskładane do kupy. – Zauważyliście, że w Tokyo jest za dużo upadłych demonów?
-Ja nic nie zauważyłam – rzekłam.
-Ty to w ogóle nie wiesz, co się wokół dzieje.
-Przepraszam, ale nigdy nie widziałam upadłego demona! Niedawno w ogóle jakiegokolwiek poznałam!
Hayami-senpai chciała coś powiedzieć, lecz się powstrzymała.
-Ostatnio co dzień po jednym spotykałam, teraz wyjątkowy pech nas spotkał, bo aż trzech – odparła Katsumi-chan otrzepując ubranie z kawałków lodu.
-Właśnie. I dziwne zachowanie Angelii-sama, jakby chciała być koniecznie upadłą – rzekł Fukuzawa-kun.
-Myślisz, że to ma jakiś związek ze sobą? – zapytałam.
-Czemu nie? Ostatnio demony dziwnie się zachowują. Jakby ktoś lub coś kazało im zrywać kontrakty. Ostatnio mój kolega stracił demona, koleżanka nie dalej jak tydzień temu. Ten pokonany przez Katsu-chan, to właśnie był on.
-Ale nie łączmy tego tak od razu – rzekła Hayami-senpai. – Fakt, że Angelia-sama zerwała ze mną kontrakt, nic jeszcze nie znaczy. Zasłużyłam sobie na to… Pytanie, czemu nie chciała zawszeć nowego? W końcu jej tak zależało na tym, by Takashi-san walczyła u jej boku.
-Nie mam pojęcia, co o tym sądzić. Katsu-chan?
-Tak? – zapytała dziewczyna, które na chwilę myślami odleciała.
-Nieważne. Jutro odpuszczamy karaoke. Idziemy odwiedzić Angelię-sama.
-Ale…? Co z moją piosenką? Śpiewam ją co tydzień!
-Wiesz, nikt się nie obrazi za to, że jej nie zaśpiewasz… brzmi jakby ktoś… - nagle poczułam, jakbym miała za dużo śliny w ustach. Nie dałam rady jej przełknąć, aż się polała z ust.
-Wybacz. Zauważyłem, że masz tendencje do nadmiernej szczerości – odparł Fukuzawa-kun.
-Saito! Czemu nie dałeś jej powiedzieć, jak brzmię?
-Nie chciałabyś usłyszeć, że twoje śpiewanie brzmi jakby ktoś kota odcierał żywcem ze skóry.
-ŻE COOOO!!!
-Piękna ty moja, nie każdy ma talent do śpiewania, po prostu. Lepiej zostań przy projektowaniu strojów.
-Jesteś okrutny! Jeszcze pokażę, że umiem śpiewać!
Katsumi-chan po prostu odwróciła się i zostawiła nas samych. Chyba się obraziła na amen.
-Jesteś po prostu wredny – rzekłam do Fukuzawy-kuna.
-W końcu niech zrozumie, że nie we wszystkim może być najlepsza. Lepiej teraz niż w przyszłości.
Fukuzawa-kun miał rację. Zawsze lepiej jest usłyszeć coś od kogoś, kogo znamy niż od obcych osób. Prawda boi, ale w tym przypadku kłamać się nie powinno.
