Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
III.


III.

Prawda
 
-Dlaczego mnie uwięziłaś? – zapytałam próbując wyplątać swoją rękę z łańcucha.
-Bo wiedziałam, że mi uciekniesz, kochanie – powiedziała słodkim do bólu głosem.
Irytowało mnie to. Raz jest miła jak baranek, za drugim razem potrafi uprzykrzyć ci dzień ironicznym uśmieszkiem. Co jest z nią nie tak?
           Szłam i telepałam się z zimna. Poza mundurkiem i kapciami nie miałam nic na sobie, a była zima. W końcu wkurzyło mnie to, że ja muszę tak marznąć, gdy Angelia-sama nosi futro! Z poirytowaniem zwróciłam się do dziewczyny.
-Przez ciebie nie wzięłam kurtki! – krzyknęłam w jej stronę.
-Jest w plecaku, myślisz, że bym zapomniała ją spakować? – powiedziała niezadowolona dziewczyna.
-A co z butami?
-Również spakowane.
-I niby jak to zmieściłaś?
-Nie wierzysz? Sprawdź.
Zdjęłam z ramienia plecak i wolną ręką zaczęłam w nim grzebać. I faktycznie, buty leżały na wierzchu, pod nimi kurtka się zmieściła. Wszystko schludnie spakowane. Jak ona to zrobiła? Już wiem. Brakowało połowy podręczników do szkoły.
-Nie martw się, pożyczysz od kogoś podręczniki – zasugerowała Angelia.
Faktycznie, ktoś mi pożyczy… chyba w snach! Nie wiem nawet, czy poza mną ktoś je nosi!
-To może mnie uwolnij, żebym mogła założyć kurtkę i zmienić buty.
Angelia-sama popatrzyła na mnie, po czym łańcuch i wachlarze znikły w kłębach ognia.
Ja od razu założyłam kurtkę na siebie, po czym na ławce zmieniłam kapcie na buty. Wreszcie zrobiło mi się ciepło. Wstałam z ławki i dalej towarzyszyłam Angelii-sama w drodze do szkoły. Przechodząc koło ulicy handlowej, która była kilka minut drogi od mojego domu, nagle poczułam, jak mi burczy w brzuchu. No tak, w całym popłochu zapomniałam zjeść śniadania! Masakra!
Angelia-sama spojrzała na mnie, po czym złapała za rękę i na ulicy handlowej skręciłyśmy w bok do pewnej budki. Była to niepozorna piekarnia, na której przyblakły szyld informował o tym.
-Witam, czym mogę służyć? – zapytał sprzedawca.
-Poproszę dwa taiyaki – powiedziała dziewczyna i wyjęła portmonetkę z ślicznym brązowym kotem.
-Proszę – odpowiedział sprzedawca i podał taiyaki.
-Dziękuję bardzo!
Wyszłyśmy z budki. Dziewczyna podała mi taiyaki do ręki. Były jeszcze ciepłe, chrupiące i delikatne. Wnętrze natomiast rozpływało się pod zębami! Lepszego nigdy nie jadłam!
-Najlepsza budka z taiyaki w całym Tokyo – rzekła Angelia-sama.
-Oddam ci pieniądze – powiedziałam i zaczęłam grzebać w kieszeniach kurtki, by dorwać drobne, lecz poczułam delikatne szarpnięcie.
-Daj spokój kochanie, nie musisz. Poza tym, to przeze mnie nie zjadłaś śniadania.
Spojrzałam na nią. Z tym uśmiechem było jej całkiem do twarzy, czerwone loki spływały po  ramionach, promieniała radością. Była zupełnie… ludzka? Nie wiem, jak to ująć. Nawet kupiła taiyaki. To był miły gest.
W pewnej chwili, gdy patrzyłam na nią, usłyszałyśmy pisk opon. Czarne BMW zatrzymało się kilka metrów od nas. Dwóch ludzi  w czarnych garniturach wysiadło i zaczęło się zbliżać dosyć szybko w naszym kierunku. Angelia-sama wyczuła, że zbliża się niebezpieczeństwo. Stanęła gotowa do ucieczki.
-Słuchaj, idź do szkoły, spotkamy się na miejscu.
Po czym odwróciła się i zaczęła biec.
Widziałam, że dwóch ludzi zaczęło nagle biec. Szybko zbliżali się do mnie. Również się przestraszyłam i głupia, zamiast posłuchać rady Angelii-sama, pobiegłam za nią. Ledwo dałam rady biec, bo w sportach jestem beznadziejna. Ledwo przebiegłam parę metrów, a już złapała mnie kolka. Paręnaście metrów dalej za zakrętem dziewczyna zatrzymała się i spojrzała w moim kierunku.
-Ratuj! – krzyknęłam, po czym zatrzymałam się i omal nie upadłam.
Angelia-sama podbiegła do mnie i chwyciła za rękę.
-Czemu mnie nie posłuchałaś?! – krzyknęła na mnie, lecz nie zdążyłam jej odpowiedzieć.
Biegła bardzo szybko, jak sprinterka. Ledwo za nią nadążałam. Serce zaczynało bić jak oszalałe, że myślałam, iż wyskoczy mi z piersi.
-Zwolnij! Chyba ich zgubiliśmy! – krzyknęłam.
Czułam, że zaraz wypluję płuca! Okropne uczucie! Nigdy nie biegłam tak szalonym tempem!
Czerwonowłosa zatrzymała się, po czym rozejrzała wokół. Było cicho, dokładnie jak wtedy… Nic się nie ruszało, wszystko zamarło wokół. Przyuważyłam, że nawet ptak lecący nad nami zatrzymał się w powietrzu.
-Wątpię, rozstawili barierę – odparła. – Schowaj się za mną.
Po czym znikąd pojawiły się wachlarze, cała stanęła w płomieniach, a gdy znikły, a ubiór zmienił się w ten gotycki strój. Była gotowa do konfrontacji.
Nagle koło ucha coś świsnęło niespodziewanie.
-AAA!!!- krzyknęłam, bo tuż nade mną pojawiła się katana, lecz atak został odepchnięty wachlarzem.
Po chwili zaczęła się walka między dwoma demonami. Wszystko działo się błyskawicznie, przemieszczali się z jednego miejsca na drugie. Angelia-sama była dużo szybsza i zwinniejsza, prawie jak kot, a ogień buchał z wachlarzy jak oszalały! Co raz odbijała ataki. Zdenerwowany mężczyzna jednak nie dawał za wygraną.
Ja czułam z kolei, jak znów strach opanowuje moje ciało. Ciarki przechodziły po plecach. Czułam na sobie wzrok maga, nie wiedziałam, czy zaatakuje, czy nie. Jednak stał i się tylko patrzył. Powoli oddalałam się, cofając się i schowałam się za śmietnik. Widziałam tylko zadowolenie maga z tej decyzji.
W pewnym momencie Angelia-sama oberwała! Blokując rękami jedną katanę, nie zauważyła, jak druga rani ją prosto w ramię. Krew zaczęła obficie spływać po ręce..
-Ty! – krzyknęła i zaczęła być bardziej agresywna w walce, uderzała w demona raz za razem. Rzuciła jeden koniec wachlarza jak strzałą i jednym ciosem przeszyła go na wylot, po czym zakrwawioną broń wyjęła. Demon oszołomiony tym, krzyknął do drugiego kolesia, który stał przy końcu ulicy.
-Więcej mocy!
Wokół maga pojawił się żółty krąg z dziwnymi symbolami, po czym demon zaczął świecić w tym samym kolorze. Koleś zaczął mamrotać coś pod nosem. Rana błyskawicznie zagoiła się, a jemu jakby przybyło energii. I zanim mrugnęłam okiem, był już koło Angelii-sama i próbował przeciąć ją na pół. W pewnym momencie jego siła była tak duża, że dziewczyna poddała się po minucie walki. Odskoczyła od demona, po czym stanęła koło mnie.
-Bez Miku nic nie zdziałam, musimy uciekać! – powiedziała do mnie, po czym złapała mnie w pasie i odskoczyła tak wysoko, że wylądowałyśmy na dachu jednego z domów.
-Wskakuj na barana! – rozkazała mi.
Szybko wskoczyłam na plecy. Skakała po dachach jak kot, z jednego błyskawicznie na drugi. Wiatr nieprzyjemnie świstał mi w uszach, lecz dzielnie trzymałam się Angelii-sama. Nagle zorientowałam się, że przed nami pojawiają się biurowce. Skoczyła jak najwyżej zdołała i poczułam, jak wiatr zaczął nas unosić coraz wyżej i wyżej. Latałyśmy!
-Tutaj nas nie dosięgną – powiedziała Angelia-sama.
Ja patrzyłam w dół i zakręciło mi się w głowie. Zapomniałam wspomnieć, że mam lęk wysokości. Nie mogłam patrzeć w dół.
-Eee… Angelia-sama. Możemy zejść na dół? – zapytałam, bo miałam wrażenie, że spadnę.
Nie posłuchała mnie, tylko pofrunęła wyżej i wyżej, aż znalazłyśmy się na dachu biurowca. Tam stanęła na nogach i pozwoliła mi zejść. Już wolałam nie patrzeć, jak wysoko jesteśmy.
-Jak na maga, jesteś kompletnie do niczego – powiedziała złośliwie Angelia-sama.
Jakbym ujrzała jej prawdziwe oblicze, te demoniczne, ironiczne, jednym słowem, wredne.
-Jakiego maga? O co chodzi? – zapytałam i spojrzałam się na nią.
-Widać, że nie masz pojęcia, co się na świecie wyrabia. Ani własnego demona, ani umiejętności, zupełnie nic!
Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Miała racje. Do tej pory nigdy wcześniej nie spotkałam się z demonem, nie mówiąc o tym, że nie wiem, kto to jest mag.
-Że niby ja jestem magiem? – wyksztusiłam z siebie.
Poczułam na sobie złośliwy wzrok Angelii-sama, po czym ujrzałam ironiczny uśmiech, jakby miała ze mnie uciechę. Przestraszyłam się tego wyrazu twarzy.
-No cóż, pewnie rodzinka nie chciała wtajemniczyć cię w rodzinne tradycje. Nikt jednak nie przewidział, że trafisz na demona o takim samym kolorze Wstęgi Przywiązania.
-Że co?
Angelia-sama spojrzała na zegarek.
-Mamy pół godziny na dotarcie do szkoły – powiedziała dziewczyna przemieniając się w zwykłe ubranie. – Zejdziemy z tego dachu, po czym podjedziemy autobusem, żeby było szybciej – po czym uśmiechnęła się do mnie.
Zeszłyśmy z dachu wejściem przeciwpożarowym, po czym windą na dół i dalej na przystanek. Ani słowem nie odezwała się już do mnie w drodze do szkoły. Za bardzo się bałam cokolwiek mówić. Nie mówiąc o tym, że jej towarzystwo w ogóle mi nie odpowiadało. Jednak po tym, co się stało, wolę iść z nią, niż samemu kroczyć do szkoły.

Przed wejściem czekała Hayami. Była rozłoszczona.
-Angelia! Gdzieś ty była!? – zapytała zdenerwowana.
-Wybacz skarbie, ale poszłam odwiedzić Nanako – powiedziała spokojnie Angelia-sama w bardzo przesłodzony sposób.
-No tak, teraz jeszcze ten przydupas będzie na naszej głowie – burknęła z niezadowoleniem przewodnicząca.
-Zobaczysz, jeszcze z niej coś będzie, ale na pewno nam nie zaszkodzi kolejny pomocnik, co nie? – rzekła dziewczyna i uśmiechnęła się do mnie.
Hayami spojrzała się złowrogo na mnie, po czym odparła.
-Coś będzie? Tylko kłopoty!
Odwróciła się od nas i weszła do budynku szkoły.
Angelii-sama głupio się zrobiło. Nie lubiła chyba robić komuś przykrości.
-Przepraszam, kochanie, ale muszę iść z nią porozmawiać.
Po czym pobiegła za nią.
Ja ruszyłam do szatni. Uświadomiłam sobie, że nie mam żadnych butów na zmianę, poza kapciami. Głupio mi w nich chodzić po szkole. Ale jak mus, to mus. Zmieniłam obuwie i poszłam do klasy.
-Hej, co tak długo szłyście do szkoły? – zapytała Kajiyama-san, kiedy weszłam do sali.
-Nie pytaj – burknęłam wykończona, po czym usiadłam w swojej ławce.
Wyjęłam swoje zeszyty (książek oczywiście prawie żadnych nie miałam) i przygotowałam się do lekcji.
Powiedzieć jej mam, czy lepiej nie? Może przemilczę sprawę, że Angelia-sama jest demonem. Zaraz, przecież jej już mówiłam, ale mi nie wierzyła. Może faktycznie, to tylko moja chora wyobraźnia? Albo może tylko ja to wiem i lepiej nic nikomu nie mówić…
-W każdym bądź razie dzisiaj próba ze wszystkimi modelkami po lekcjach, musisz być.
-Dziękuję, że mi powiedziałaś – odparłam i położyłam głowę na ławce. – Jestem wykończona!
-Przez lekcje odpoczniesz, same nudne dzisiaj.
No tak, nie ma to jak matematyka, fizyka, chemia z rana, potem japoński, wiedza o społeczeństwie, historia i angielski na koniec. Fakt, same nudy… przez pierwsze godziny nauczyciele uspokajali uczniów, przez drugą połowę dnia po przerwie obiadowej była „sjesta”, bo klasa spała. Nikt nie słuchał nauczycieli. Wszyscy się tylko wydzierali, że nic z nas nie będzie, że nic nie osiągniemy. Ech, co oni mówią do pierwszaków. Dopiero w trzeciej klasie się weźmiemy za naukę. Może… wątpliwe.
Po lekcjach poszłyśmy z Kajiyamą-san do auli szkolnej na próbę do pokazu mody. Zaprowadziła mnie jednak najpierw do przebieralni, przed którą stali Fukuzawa-kun i Okabe-kun. Oboje zaglądali przez dziurkę do klucza i coś komentowali.
-Ej, posuń się, nic nie widzę! – wrzasnął Okabe.
-Ale mają kształty! Cuuudo! – powiedział Fukuzawa. – Patrz! Zdejmuje stanik!
-Gdzie!?
Oboje tłukli się o miejsce przy dziurce. Byli cali czerwoni od patrzenia na dziewczyny.
-CHŁOPCY! – krzyknęła Kajiyama-san.
Obaj stanęli jak wryci zobaczywszy nas.
-Witaj, piękności! Dziś jest piękny dzień, nieprawdaż? – powiedział Fukuzawa-kun i ukłonił się.
-Nie pogrążaj się, co wy robicie?
-Proste, podglądamy dziewczyny. AŁA! – krzyknął Okabe-kun popchnięty przez Fuzukawę-kuna. – Nie szturchaj mnie w bok!
-Idioci! Zejść mi z drogi!
Kajiyama-san wepchnęła się między chłopaków i otworzyła drzwi.
Za nimi pełno dziewczyn ze szkoły przebierających się w różnorakie stroje zaprojektowane przez Kajiyamę Katsumi. Tylko coś mi nie pasowało.
-Eee… Kajiyama-san?
-Katsu-chan.
-Ka-tsu-chan, co to ma znaczyć? – zapytałam widząc zupełnie inne ubrania niż te, które przymierzałam wczoraj.
-A, chodzi o mroczny, gotycki styl? Otóż zmieniłam zdanie i wszystko przerobiłam!
Faktycznie, patrząc na nią, zauważyłam, że zmieniła włosy na czarne z fioletowymi pasemkami i grzywką ściętą na wprost, do tego czarne skarpetki, koronkowe rękawiczki, które kompletnie nie pasowały do mundurka. Przez cały dzień chyba musiałam spać, skoro nie zauważyłam tej zmiany. Dziwna jestem…
-Nic dziwnego, że nie zauważyłaś zmiany stylu, skoro się budziłaś tylko na przerwach.
-Przerobiłaś wszystko przez noc?
-Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych!
Wśród tych dziewczyn ujrzałam chodzącą Angelię-sama, która pomagała wszystkim ubrać się, to dopiąć zamek, to zapiąć guzik.
-A ty jeszcze w mundurku? – spytała Kajiyama-san. – Nie przebierasz się w tą suknię, co ci zaprojektowałam?
-Wiesz, zostawię ją jako wielką niespodziankę na pokaz, Katsumi – powiedziała Angelia-sama z uśmiechem. – Jest zbyt piękna, by ją teraz zniszczyć.
-Jak wolisz. Ej, co robisz z tym paskiem!? – podeszła do jakiejś dziewczyny i zaczęła poprawiać wszystko.
W międzyczasie podeszła do mnie Angelia-sama.
-Chodź, włożymy twoją suknię. – zaproponowała mi, po czym zaprowadziła w kąt.
Oczom ukazała się suknia, długa do kostek, czarna, koronkowa spódnica i do tego czarna błyszcząca góra, bez pleców, ramiączka schodziły się do środka, cała przepasana czerwonym pasem z satyny, z ozdobnym pąsowym kwiatkiem na środku wieńczącym dzieło. Wszystko ładnie wyglądało, tak dostojnie. Nieco podobnie wyglądał gotycki strój Angelii-sama. Dziwny zbieg okoliczności.
-Pomogę ci ją wciągnąć – zaproponowała czerwonowłosa.
-D-dziękuję – powiedziałam i zaczęłam się rozbierać. Za chwilę stałam już w samej bieliźnie.
-Jak myślisz, wejdzie przez górę? – zapytała mnie Angelia-sama.
-Powinna – odparłam.
Szybko uporałyśmy się z zakładaniem sukienki, gorzej już było z jej ułożeniem na mnie. Pasek ciągle się przekręcał. Nijak nie dało się tego poprawić. Próbowałyśmy wszystkiego, nawet agrafki.
-Najlepiej to przyszyć, jeśli to ma być po pokazie sprzedane.
-Sprzedane? – zapytałam.
-Tak, to charytatywny pokaz, którego dochód przeznaczony jest na rozbudowę sali gimnastycznej. Inaczej w środku semestru ciężko jest coś zorganizować.
-Masz rację – potwierdziłam.

Reszta dnia minęła na chodzeniu, krzyku i ustawianiu nas na scenie. Kajiyama-san zbyt profesjonalnie do wszystkiego podchodziła. Ustawiała wszystkich, jak leciało. Tylko na Angelię-sama nie wrzeszczała. Cóż, chyba za mocno ją lubi. Próba przebiegła w niezbyt miłej atmosferze.
Wracając byłam tak padnięta, że myślałam, że na nogach się nie utrzymam. Angelia-sama zaproponowała, że mnie podprowadzi do domu, lecz widząc niezadowolenie na twarzy Hayami, zrezygnowała z tego pomysłu i przepraszając mnie, podprowadziła tylko do skrzyżowania zaraz za ulicą handlową. Resztę drogi przebyłam sama.
Weszłam do domu i od razu zobaczyłam mamę, która stała w kuchni robiąc kolacje.
-Witaj Nanako – przywitała mnie mile.
-Cześć – burknęłam pod nosem, rzuciłam torbę na podłogę i położyłam się na kanapę włączając telewizję.
-Może poszłabyś się lepiej pouczyć?
NIC NIE MÓW O NAUCE! NIENAWIDZĘ SIĘ UCZYĆ!
-Mamo, daj odetchnąć!
-Inaczej nie dostaniesz się na studia, jak się nie pouczysz!
Wkurzyłam się, po czym wyłączyłam telewizor, poszłam na górę i zamknęłam się w pokoju.
Tam pozostał bajzel po porannej akcji, więc musiałam poprzesuwać meble na miejsce. Po tej czynności położyłam się na łóżku i zaczęłam wspominać kogoś mi bliskiego.
Zamknęłam oczy i ukazał mi się mój ojciec, którego straciłam, gdy miałam osiem lat. Pamiętam, jak się ze mną bawił, uczył jeździć na rowerze, zajmował się mną, gdy mama zarabiała na nasze utrzymanie prowadząc kawiarenkę. Całymi dniami jej nie było, a ojciec, że był chorowity, nie mógł pracować, toteż zostawał ze mną. Pewnego razu po prostu wyszedł do sklepu. Nigdy nie wrócił. Policja mówiła, że to zawał. Jednak po sekcji okazało się, że wszystkie narządy wewnętrzne są przemieszane, a serce zostało wyrwane, lecz nie było śladu po tym, żeby ktoś otworzył klatkę piersiową i je wyjął. Lekarze byli zszokowani, jednak matka chyba zdawała sobie sprawę, czyja to sprawka. Pewnego razu usłyszałam, jak mówiła do siebie, że zemści się na demonach wszelkiego rodzaju. Byłam dzieckiem, nie uświadamiałam sobie tego, kim są demony. Pewnego razu zapytałam mamy, czy to one zabiły ojca. Kiwnęła tylko głową twierdząco i się rozpłakała. Może dlatego nie chciała mi mówić, kim jestem? Ukrywała to przede mną, bym nie skończyła jak on…
Będąc starszą, nie wierzyłam w istnienie demonów, dopóki nie spotkałam Angelii-sama. Dziwny zbieg okoliczności, że w rocznicę jego śmierci dowiaduję się, że jestem magiem i spotykam demona. Może jego los jest również moim przeznaczeniem? Może dowiem się kiedyś prawdy…




Muziasta 18:52:03 22/06/2011 [Powrót] Komentuj






Informacje

Odwiedziło mnie 8669 osób

Świat Mroku
Świat, w którym istoty inne niż ludzie muszą się ukrywać. Jednak co się stanie, jeśli jakiś człowiek ich odkryje? Co się z nim stanie?
Parę słów o opowiadaniu

WYMIANA!!!

Dodaj do Ulubionych

Księga Gości
2
Księga Gości
Dodaj do Księgi

Rozdziały
I.
II.
III.
IV.
V.
VI.
VII.
VIII.
IX.
X.
XI.
XII.
XIII.
XIV.
XV.
XVI.
XVII.

Angelia x Nanako - opowiadanie

Ulubieni
my-hell.blog4u.pl
sangusama.blog4u.pl
bipolar-disorder.blog4u.pl


Linki

Ocenialnie
SP_ZUO
Polecane opowiadania
Yaoi Story
Amy Cambwell
Do północy
Patykiem na piasku
Nomen
Black and white feathers
Zniszcz mnie
Other Girl


Buttony


Zagłosuj, nie zaszkodzi:

Opowiadania
Fantasy - Opowiadania
Magiczne opowiadania
Opowiadania Fantasy
Najlepsze opowiadania w sieci!


Szablon

Szablon został wykonany przez Viuu tylko i wyłącznie dla użytku Swiat Mroku.