Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
XX.


XX.

Ten rozdział pisałam daaaaawno temu... Dlatego nie pamiętam, czy jest godny uwagi, czy nie. Ciężko to stwierdzić :) I dawno nic nie poprawiałam, więc mogą być błędy. 

 


 

Zaufanie
 
Nadszedł czas. Czas testów. Chyba nikt z uczniów nie lubi testów. Zwłaszcza ci, którzy nic na nie nie umieją…
-NIC NIE UMIEM!!! – krzyknęła mi do ucha Katsu-chan. – Cały weekend zmarnowałam na głupim treningu! Zabiję Saita!
Stałyśmy pod salą, gdzie miały się potoczyć nasze losy, czy zdamy do następnej klasy.
-Jakoś napiszesz…
-Wątpię… zwłaszcza, że dyrektor to ojciec Hayami-senpai. Pilnuje, by nikt nie korzystał z niedozwolonych metod. Zwłaszcza, że siedzi i osobiście pilnuje naszej klasy!
-Jakich metod?
-Czytanie w myślach na przykład – rzekła zrezygnowana Katsu-chan. – Obleję to na stówę!
Dziewczyna spuściła głowę. Widać, że się przejmowała tym wszystkim.
Położyłam rękę na jej ramieniu. Spojrzała na mnie zapłakanym wzrokiem.
-Wierzę w ciebie. Dasz radę – i uśmiechnęłam się.
Po chwili ujrzałam, jak koło nas stoi milczący Okabe-kun.
-A jemu co jest? – zapytałam, spoglądając na klasowego grubaska.
-Wiesz, że wyznał Saito-kunowi miłość? – powiedziała zdenerwowana Katsu-chan. – Ale wiesz, że on się ugania za dziewczynami…
-Wiem… Biedny Okabe-kun…
Cała klasa dzisiaj była wyjątkowo podenerwowana. W końcu czekały nas 5 godzin testów. Okropnie się czuję…
Po chwili drzwi do sali, gdzie miał być test właśnie się otworzyły.
-Zapraszam do środka! – to był głos dyrektora, taki charakterystycznie niski i gruby.
Wszyscy ostawili się w kolejkę, by po kolei wejść i zająć swoje miejsce. Spojrzałam na Katsu-chan, która ze zdenerwowania obgryzała paznokcie. Wreszcie zostało wyczytane moje nazwisko. Weszłam i zajęłam swoje miejsce. Naprzeciwko mojego rzędu siedział tęgi dyrektor, mając na nosie okulary i przez nie groźnie patrząc na wszystkich. Bądź co bądź, ale dyrektor był najbardziej nielubianą osobą w szkole, zaraz po jego córce.
Musiałam czekać jeszcze z kilka minut, zanim dali test i można było zacząć pisać. Wreszcie wszystkie kartki zostały rozdane.
-Zaczynajcie! – głos dyrektora rozbrzmiał po sali.
Odwróciłam kartkę i pierwsze zadanie mnie przywitało. Świetnie! Co jak co, ale z matematyką na pierwszy rzut oka problemów nie będzie!

Dzwonek zadzwonił. Po 5 godzinach wszyscy po kolei oddawali swoje prace. Spojrzałam na pierwszą ławkę po lewej, gdzie siedziała Katsu-chan. Chyba spokój zagościł na jej twarzy. W końcu testy nie były wybitnie trudne.
Miałam już wyjść z klasy, gdy dyrektor grubym głosem kazał mi podejść do niego. Poczekał, by wszyscy wyszli z sali. Gdy klasa świeciła pustkami, dyrektor podniósł się z miejsca.
-Co to za pomysł, by do domu mojej córki sprowadzać wroga! – krzyknął na mnie niespodziewanie, aż podskoczyłam.
-Ja… znaczy…
-Wierzysz, że ktoś taki z rodu Devonn będzie raptem miły i pomocny?! Czyżbyś postradała zmysły?!
-Wierzę, że tak – powiedziałam pod nosem.
-Ach tak? Słuchaj! Wiem, że od niedawna siedzisz w tej rzeczywistości! Wiedz jednak, że ten świat nie jest taki miły i przyjazny jak świat ludzi! Wszyscy są potencjalnymi zdrajcami! Byłaś tego świadkiem!
Przypomniałam sobie, jak Angelia-sama i Hayami-senpai walczyły przeciwko sobie. Faktycznie, nie wszystko jest tak proste jak było. Każda relacja jest bardziej złożona niż normalnie. Przyjaźń nie jest tak oczywista.
-Jeśli coś się stanie mojej córce bądź jej demonowi ze strony Devonn, przysięgam, że karę poniesiesz ty!
Po tych słowach wyszedł cały zdenerwowany.

           Cały dzień nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, jak o tych słowach dyrektora. Może faktycznie nie byłam w stanie odróżnić przyjaciela od wroga? Wracałam do domu, zmęczona i przygnębiona. Nagle spotkałam Alicię-chan idącą z marketu. I niestety, zanim krzyknęłam „Uważaj!’, wpadła na słup.
-Nic ci nie jest? – zapytałam, pomagając jej wstać.
-Nie, chyba – powiedziała, po czym spojrzała na rozsypane zakupy. Chciałam pomóc jej sprzątnąć porozsypywane zakupy, lecz zanim je dotknęłam, zaczęły lewitować i same wpadły do torby.
-Już, sprzątnięte! – krzyknęła zadowolona.
Rozejrzałam się wokół. Miała to nieszczęście, że ludzie często uczęszczali tą drogą. Wszyscy patrzyli jak wryci na ten pokaz magii.
-Chyba kiepsko zrobiłaś używając magii – rzekłam rozglądając się po tych przerażonych twarzach.
-A co ich to obchodzi? – powiedziała z uśmiechem dziewczyna. - Chodźmy! – rzekła zadowolona dziewczyna i poniosła dalej zakupy, zostawiając zdziwionych ludzi.
-Może pomogę?
-Nie dziękuję, poradzę sobie! – stwierdziła.
Spojrzałam na sposób trzymania zakupów. Czułam, że korzysta z magii. W końcu z taką lekkością nie da się nieść tak ciężkich rzeczy!
-Może lepiej daj – na siłę wyrwałam jej jedną torbę. Ledwo zdążyła złapać drugą zanim upadła na chodnik.
-Mówiłam, że sobie poradzę – rzekła naburmuszona dziewczyna.
-Wiesz, lepiej w miejscach publicznych nie korzystać z… no wiesz.
-Z magii? Ale co w tym złego?
Miałam wrażenie, że Alice-chan żyła w swoim świecie. Nie rozumiała, że trzeba się ukrywać ze swoimi zdolnościami. Wręcz przeciwnie. Uważała, że magią można wymachiwać na wszystkie strony. Nie miała pojęcia, jak się zachować wśród ludzi.
-Nieważne…
Szłyśmy spokojnie do domu Angelii-sama i Hayami-senpai. Drzwi otworzyła nam Angelia-sama.
Każdego dnia demonica wyglądała coraz lepiej, uśmiechała się i miała więcej sił. Dochodziła do stanu sprzed ataku, gdzie została poważnie ranna. Lecz niestety, blizny pozostaną już na zawsze.
-Alice? – chciała coś powiedzieć widząc, jak dziewczyna nie wysila się odkładając zakupy do kuchni, tylko za pomocą czarów przetransportowuje z jednego miejsca na drugie.
-Tak?
-Lepiej nie polegać na magii tak mocno, jak ty to robisz, bo może cię zawieść – rzekła demonica idąc w stronę kuchni. – Zrobię herbatę.
-To wy tak nie robicie? – zapytała zaskoczona. – Przecież to dużo łatwiej żyć.
-Możliwe, ale po co mieć przez to kłopoty? – odpowiedziała Angelia-sama z kuchni.
-Jakie kłopoty? Przecież to świetna zabawa! – krzyknęła Alicia-chan i zamachnęła się ręką, wszystkie przedmioty wokół zaczęły lewitować.
-I dlatego w Europie palili czarownice na stosie – westchnęła wchodząca do salonu Hayami-senpai. – Angi! Gdzie dziewczynki się podziały?
-Emily i Amelia? Dziś poszły na zakupy. W końcu niedługo wyjeżdżają – odpowiedziała Angelia-sama.
-Wyjeżdżają? – zapytałam głupio.
-Jasne, że tak. Za długo już tutaj przebywały.
-Szkoda…
           Angelia-sama przyniosła herbaty i do tego ciasteczka. Alice-chan od razu dorwała się do ciasteczek truskawkowych.
-Zostaw troszkę dla mnie, kochanie – poprosiła Angelia-sama.
-Dobrze! – i pochłonęła kolejne ciastko.
Gdy zrobiło się miło, do domu wbiegły zdyszane Emily-chan i Amelia-chan.
-Vite! Attaque de démons! – krzyknęły obie na raz.
Nie trzeba było tłumacza języka. Demony zaatakowały! Zostawiliśmy dziewczynki i od razu pobiegliśmy do centrum.

Wyszłyśmy na ulicę Tokyo. Całe miasto zostało sparaliżowane przez upadłe demony. Chaos i przerażenie wśród ludzi było niesamowite. Wszyscy uciekali, chowali się gdzie popadło. A za wszystkim stał jeden demon – Albert Devonn! Stał na wieży telewizyjnej wraz ze swoją kulą i śmiał się w niebogłosy. Coś do nas krzyczał, lecz nie słyszeliśmy. Wyglądał nieco inaczej. Miał czarne skrzydła i był wyjątkowo blady.
-A to drań! – krzyknęła Angelia-sama. – Cios poniżej pasa!
-Bracie… - powiedziała Alice-chan.
-Co się dzieje? – po chwili dotarła do nas Katsu-chan i Fukuzawa-kun.
-Widzicie chyba!? – demonica była wściekła do granic wytrzymałości. – Nie ujdzie mu to na sucho!
Po chwili rozłożyła ręce. Pojawiły się dwa pentakle wokół nadgarstków i w jednym stała. Wtedy ten po lewej zniknął. Wyłoniły się ogniste skrzydła, skóra stała się blada, a na wachlarzach pojawiły się ostre kły zamiast gładkich krawędzi.
Jednym susem skoczyła w stronę chłopaka. W połowie drogi brązowa wiązka światła omal nie przeszyła demonicy na wylot. W ostatniej chwili uniknęła ciosu. Angelia-sama coś przeklęła w powietrzu.
Całkiem niedaleko stał Felisto w tym śmiesznym kowbojskim kapeluszu, a w ręku dzierżył miecz z brązową poświatą. I również posiadał skrzydła w kolorze brązowym jakby utkane z dymu.
-Dwóch na jednego?! Nie ma tak! – Katsu-chan przemieniła się, po czym dała znak Fukuzawie, by pomógł jej.
Chłopak stanął w półrozkroku, po czym pojawiły się podobne okręgi i w tym samym miejscu co u Angelii-sama, tylko że w kolorze błękitnym. Ten po lewej stronie raptownie zniknął i wtedy Katsu-chan wyrosły wielkie, lodowe skrzydła, oczy stały się niewiarygodnie błękitne, a skóra pobladła. Ruszyła w stronę Felisto.
Spojrzałam na Fukuzawę. Ledwo co dał radę utrzymać nową formę swojego demona. Widać było, że sprawia mu to ból.
-Musimy coś zrobić! – krzyknęłam do Hayami-senpai. Dziewczyna od razu poprawiła swoje okulary.
-Dziewczyny dadzą radę, my się zajmiemy upadłymi. Alice-chan? Pomożesz? – zapytała swojej nowej koleżanki.
-Jasne, jeszcze pytasz! – dziewczyna była pełna entuzjazmu.
We dwie krzyknęły coś i pojawiła się ogromna bariera. Objęła obszar chyba całego Tokyo. Ludzie stanęli w miejscu, nic się nie poruszało, poza zaskoczonymi demonami atakującymi ludzi.
Hayami-senpai jak zwykle zaczęła działać ofensywę. Zaczęła ognistymi pociskami atakować wszystkie demony naokoło. Jeden po drugim padały spalone na popiół. Alice natomiast używała bardziej siły umysłu. Starała się nakłonić demony, by walczyły między sobą. I w pewnym momencie spora grupka upadłych ruszyła na inną. Dosyć sporo wysiłku kosztowało ją kontrola nad nimi, ale dawała sobie radę. Ja w tym czasie mocno skoncentrowałam się, by wytworzyć ognisty łuk. Gdy w ręku się pojawił, miałam już w wyobraźni całą wiązkę strzał. I nagle pojawił mi się cały bukiet ognistych strzał w ręku. Jednym susem wystrzeliłam je w kierunku demonów. Kilka z nich trafiłam spalając na miejscu, inne ominęły trafiając w budynek.
-A niech to! – powiedziałam do siebie.
-Nic nie szkodzi, naprawię jak skończymy! – pocieszyła mnie Hayami-senpai.
Nim spojrzałam, dookoła stanęło mnóstwo upadłych demonów. Wszystkie gapiły się tymi ślepiami na mnie, jakby próbowały zaatakować. Od razu bez dłuższej chwili myślenia ochroniłam się barierą. Żaden nie mógł się przedostać. Ale nie mogłam tak stać bezczynnie ochraniając się. Musiałam walczyć!
Nagle różowa wstążka przecięła demony na pół, a różowe języki ognia spaliły demony. Ujrzałam stojące niedaleko dziewczynki, Emily-chan i Amelię-chan.
-Miałyście zostać w domu! – krzyknęła do nich Hayami-senpai.
-Emily nie odpuści sobie walki – rzekła z uśmiechem Amelia-chan.
Faktycznie. Emily to zabójcza maszynka. Jeden po drugim błyskawicznie zabijała, nie zostawiając żadnych śladów walki. Była doskonała w tym, co robi. Przeszła koło demona i niezauważalnie, jak ninja, zabijała go ognistą magią.
Byłam tak zajęta walką, że nie zwracałam uwagi na to, co się dzieje na górze. Do czasu, nie usłyszałam krzyku Katsu-chan. Spojrzałam w górę. Demonica miała wbity wielki miecz prosto w plecy. Nad nią w powietrzu stanął Felisto śmiejąc się. Jego wygląd był nie do poznania!
Wyglądał niczym bestia z horroru! Całkiem blady, wręcz biała karnacja, skrzydła o upiornym wyglądzie, wokół niego rozbłyskała brązowa aura, miał rogi i wyjątkowo paskudny wyraz twarzy.
-Trzecia forma! – krzyknęła Hayami-senpai – Nigdy nie widziałam jej na własne oczy!
-Ej, ty tam! – Alice-chan krzyknęła do Fukuzawy-kuna. – Trzecia forma! Już!
-Ale… - nie był pewny pomysłu.
-Masz do niej zaufanie czy nie? Inaczej nie przeżyje!
Fuzuwaza bez dalszego zastanawiania się zrobił, o co prosiła dziewczyna. Okrąg po prawej strony ręki zniknął i nagle pojawiła się niebieska nić łącząca Katsu-chan i jego. W jednym momencie pękła, rozdzielając maga i demona. Fukuzawa zemdlał. Od razu otoczyliśmy jego ciało ochroną.
Katsu-chan zmieniła się nie do poznania. Miała rogi, jej skrzydła zmieniły wygląd na skrzydła prawdziwego demona. Okropnie przerażająca!
Z prędkością błyskawicy zaatakowała wroga, nie dając mu szans na ucieczkę. Wyjęła pistolety, które zamieniły się w karabin maszynowy, zaczęła strzelać w jego kierunku. Felisto oberwał w nogę, później w dłoń, lecz dalej wymachiwał swoją nadzwyczaj wielkim mieczem.
Po chwili zorientowaliśmy się, że demonów jest coraz mniej, w końcu zniknęli. Usłyszeliśmy dźwięk rozbijanego szkła. To szklana kula upadła z impetem na ziemię i roztrzaskała się, uwalniając dziwną, czarną energię. Po chwili zniknęła.
Na górze działo się istne piekło. Albert był w kolejnej formie demona, natomiast Angelia-sama wciąż uparcie walczyła w drugiej postaci. Mimo, iż po obojgu było widać zmęczenie, zwłaszcza u Alberta, który bez mocy maga jest do niczego. Angelia-sama zawisła w powietrzu żeby złapać oddech. Jej ciało po wypadku nie było w stanie długo wytrzymać przeciążenia.
Moment ten chciał wykorzystać przeciwnik, lecz gdy zaatakował, Angelia-sama w tym samym czasie zawinęła wokół chłopaka łańcuch, uniemożliwiając atak.
-Takashi-san, musimy jej pomóc – rzekła Hayami-senpai.
-Dobrze!
Wzięłyśmy się za ręce, po czym zaczęłyśmy jej przekazywać manę. Od razu jakby zyskała więcej mocy. Zacisnęła chłopaka jeszcze mocniej, aż zawył, po czym przez łańcuch poleciała ognista wiązka, która powoli zaczęła palić chłopaka.
-Przeklęta!
Myśleliśmy, że to koniec, lecz chłopak rozprostował skrzydła przerywając łańcuch na kilka ogniw. Miałam wrażenie, że spadną, lecz zawisły w powietrzu.
-I to już twój koniec!
Angelia-sama przewidziała, co się stanie. Ogniwa rozprostowały się, stając się tysiącami małymi, lecz długimi ostrzami, które w mgnieniu oka przeszyły chłopaka! W tym samym momencie chwyciła jedno ogniwo, zapaliła je i wbiła Albertowi prosto w serce! Ciało błyskawicznie spaliło się, a wiatr rozwiał jego prochy nad miastem.
Zaskoczony Felisto nie wiedział, co się dzieje. Patrzył w kierunku, gdzie jeszcze przed chwilą był jego sprzymierzeniec. Sytuację wykorzystała Katsu-chan, która sprytnie wycelowała w stronę mężczyzny.
Coś nieprzewidzianego się wydarzyło. Lodowy pocisk nie trafił w Felisto, bo ten niespodziewanie zniknął.
-Tchórz! – fuknęła Katsu, jak mi się dobrze zdawało.
Demonica powoli zleciała na dół, po czym podeszła do nieprzytomnego Fukuzawy-kuna.
-Dziękuję, że mi zaufałeś – rzekła, po czym sięgnęła do jego klatki piersiowej, wyciągając niebieską wstęgę i zawiązała ją ze swoją. Od razu przemieniła się do postaci ludzkiej, a Fukuzawa, pod wpływem jej energii oprzytomniał.
-Katsumi… rzekł otwierając oczy.
-Dziękuję – rzekła przez łzy, po czym przytuliła chłopaka.
Angelia-sama również przyfrunęła. Znikły jej skrzydła, cały czarno-czerwony strój i znów stała w swojej kurtce przed nami. Padła ledwo żywa na chodnik. Była wyczerpana.
-Angelia! – Hayami-senpai podbiegła do niej.
-Siostra! – za nią podbiegła Amelia-chan, która dzielnie pomagała nam walczyć z upadłymi.
-To koniec – rzekła.
-Nie umieraj! – krzyknęłam do niej. Łza popłynęła z oka.
-Kochanie, jeszcze nie umieram – powiedziała uśmiechając się i położyła rękę na policzku. – Lecz niestety, nie przetrwam najgorszej batalii.
-Najgorszej?
-Z Frederickiem. A zbliża się ta chwila. Zostało nas niewielu biorących udział w Turnieju. Katsumi zrezygnowała, by mi pomóc pokonać go wspólnie.
-A co zrobicie z pierścieniem? – zapytał Fukuzawa-kun.
Spojrzenia Katsu-chan i Angelii-sama skrzyżowały się.
-Nie mam żadnego marzenia, by spełnić. Moja rodzina również – stwierdziła Angelia-sama.
-Ja… znaczy… moja rodzina… ma pewne… ale nie mogę tego tobie zrobić – powiedziała Katsu-chan i spuściła głowę.
-Znaczy co zrobić?
-Moja rodzina szczerze nienawidzi twego rodu… jeśli zdobędą pierścień, a nie pozwolę na to, wtedy zniszczą całkowicie ród de Merteuil i zastąpią ich na czele hierarchii…
Angelia-sama powiedziała coś pod nosem po francusku, prawdopodobnie przeklęła. Zdała sobie sprawę, że cokolwiek nie zrobi, będzie źle. Posmutniała raptownie.
-W porządku? – zapytała ją Amelia-chan.
-Jasne – czerwonowłosa nawet nie spojrzała na siostrę. Zaczęła powoli próbować wstać na nogi. Pomogliśmy jej i przytrzymaliśmy, żeby nic się jej nie stało.
-Zaprowadźcie mnie do domu… - poprosiła.
Spokojnym i równym krokiem wróciliśmy wszyscy do domu.

 



23:54:40 11/11/2012 [Powrót] Komentuj


Mam przyjemność ogłosić, że powróciłam po przerwie. Prolog na http://fire-earth-water-air.blogspot.com.

Pozdrawiam.

PS: Będę się od teraz podpisywać jako Kaar_a.
Literacka N. 16:19:14 15/12/2012
195-74-56-51.internetia.net.pl | brak www IP: 195.74.56.51

Jak zawsze, rozdział mi się podobał. Przeczytałam go dość szybko.
Te testy... zapowiada się ciekawie. Czekam na więcej. :)
Literacka N. 10:15:44 23/11/2012
195-74-56-51.internetia.net.pl | brak www IP: 195.74.56.51





Informacje

Odwiedziło mnie 51474 osób

Świat Mroku
Świat, w którym istoty inne niż ludzie muszą się ukrywać. Jednak co się stanie, jeśli jakiś człowiek ich odkryje? Co się z nim stanie?
Parę słów o opowiadaniu
Parę słów o bohaterach

Księga Gości
5
Księga Gości
Dodaj do Księgi

Rozdziały
I.
II.
III.
IV.
V.
VI.
VII.
VIII.
IX.
X.
XI.
XII.
XIII.
XIV.
XV.
XVI.
XVII.
XVIII.
XIX.
XX.
XXI.
XXII.
XXIII.
XXIV.
XXV. cz I


Angelia x Nanako - opowiadanie

Ulubieni


Linki

Scarlet White


Zagłosuj, nie zaszkodzi:

Opowiadania
Fantasy - Opowiadania
Magiczne opowiadania
Opowiadania Fantasy
Najlepsze opowiadania w sieci!


Szablon

Szablon został wykonany przez Viuu tylko i wyłącznie dla użytku Swiat Mroku.