Jest marnie, po prostu marnie!
Kawiarnia została otwarta dopiero po naszej przeprowadzce, a już przyprawiła mojej mamie ogromnych problemów. Remont nie zakończył się w terminie, toteż łazienka jest w kiepskim stanie. Za to wnętrze wykończone zostało w ciągu tygodnia. Wygląda to ładnie, całe różowo-pomarańczowo-czerwone, komponuje się ze stolikami w kolorze czekolady. Na ścianach znajdują się zdjęcia kaw i deserów, a całość dopełniają pięknie wyglądające kelnerki. Kawiarnia była wypełniona po brzegi ludźmi, ledwo co jedni klienci wyszli, pojawili się drudzy. Strasznie dobra lokalizacja musi być, tak myślę.
Byłoby miło gdyby… brzdęk.
Właśnie jedna z dziewczyn pobiła szklankę.
-Przepraszam! – krzyknęła dziewczyna, ukłoniła się i zaczęła zbierać kawałki szkła.
Mama przyszła zdenerwowana i zobaczywszy, co się stało, nakrzyczała na biedną kelnerkę. Najwidoczniej się nie wyspała po tym, jak wczorajszego dnia siedziałyśmy do późna.
-Na koszt firmy dostanie pan dodatkową kawę, proszę sobie wybrać – powiedziała moja mama do klienta, po czym zauważywszy mnie, kazała zajść do kuchni.
-Przepraszam, że psuję wolny dzień, ale będę tutaj do wieczora i nie mam jak zrobić zakupów. Możesz zrobić zakupy do domu? – zapytała mama.
-Jasne.
Po chwili dostałam długą na metr listę zakupów i pieniądze. Przeczytawszy listę myślałam, że robi zakupy dla całego batalionu żołnierzy. Trochę mi to zajmie, zanim dotacham się z zakupami do domu.
Wyszłam z zaplecza, po czym zobaczyłam, że Angelia-sama siedzi przy stoliku z Katsumi-chan i Fukuzawą-kunem. Dziewczyna wyglądała olśniewająco w czarno-fioletowej sukience w stylu gothic lolita z czarno-fioletowymi włosami z grzywką ściętą na bok. Natomiast Fukuzawa-kun, jak to on, był ubrany w markowe ładne i modne ciuchy. Zupełnie do siebie nie pasują jako mag i demon…
-Wy tutaj? – zapytałam zaskoczona.
-No co? Musieliśmy zobaczyć nową knajpę – powiedziała z uśmiechem Katsumi-chan, która jadła ciasto z kremem i popijała gorącą czekoladą.
-Tak, ta mała małpa wyciągnęła mnie z domu specjalnie na czekoladę i ciacho… - burknął niezadowolony chłopak.
-Znów nie dała ci spać?
-A jak… zresztą jak co weekend… - i tutaj ziewnął.
Angelia-sama siedziała wyraźnie przygnębiona. Zresztą taka jest odkąd rozstała się z Hayami-senpai. Dziwnie było na nią patrzeć w takim stanie… Aż normalnie sama robię się smutna.
-A jak sobie radzi świeżo upieczony mag? – wreszcie Katsumi-chan zwróciła na mnie uwagę.
-Że niby ja?
Ja nie jestem niczyim magiem! Skąd ona wzięła ten pomysł?
-Jeszcze nie przywykła, dopiero wczoraj zawarła ze mną kontrakt – burknęła z uśmiechem Angelia-sama.
Ona kłamie w żywe oczy! Jak może to robić! I jeszcze jej wierzą! Szczyt wszystkiego!
-Ale… - zaczęłam, lecz nie dali mi dokończyć.
-To pewnie już doszła do was informacja, że Felisto zabił już trzech z ostatniej dziesiątki? – poinformowała Katsumi-chan. - Zostało nas siedmiu, w tym…
-Nie kończ. Z nim sama się rozprawię – rzekła Angelia-sama.
-Ostatnio węszył w okolicach domu przewodniczącej, najwyraźniej szukał ciebie – rzekł chłopak.
-Wiedziałam…
-I co zrobisz? – zapytała Katsumi-chan.
Angelia-sama zamilkła. Była bezradna bez swojego maga, a na dokładkę nie chce ze mną zawrzeć kontraktu.
-Nie wiem – powiedziała po chwili cicho pod nosem, po czym odsunęła się od stołu i wyszła z knajpy.
-Co ją ugryzło? – zapytał Fukuzawa-kun. – Nie wygląda najlepiej.
-Chyba będę musiała was prosić o coś… - odparłam po chwili zastanowienia się. – Wiecie, że mag ze mnie do kitu, dlatego też… czy nie pomoglibyście pilnować jej, dopóki nie nauczę się jej bronić?
-Oczywiście Nanako-chan! – rzekła radośnie Katsumi-chan. – Nie ma nic lepszego niż pomagać Angelii-sama!
-Mów za siebie… - burknął pod nosem Fukuzawa-kun.
-Ale róbcie to dyskretnie, dobrze? – poprosiłam.
-Jasne, postaramy się! – krzyknęła na całą knajpę dziewczyna.
-Ciszej – uspokajał ją chłopak. – Lepiej będzie, jak pójdziemy, chyba masz zakupy do zrobienia.
Przypomniałam dopiero o liście danej przez mamę. Będę musiała się z tym wlec aż do domu. Ratunku…!
Na moje szczęście na zewnątrz zaczekała na mnie Angelia-sama.
-Dostałaś listę zakupów? – zapytała dziewczyna.
-Tak – odparłam patrząc na długą listę. Słabo mi się zrobiło.
-Znam jeden market, jest niedaleko. Możemy się przejść.
-Dobrze!
Parę kroków dalej dziewczyna zatrzymała się.
-Ktoś nas śledzi – powiedziała do mnie.
-Serio? – odwróciłam się i ujrzałam czającą się parę Fukuzawa-kun i Katsumi-chan, stojącą za rogiem budynku.
-Głupia, nie odwracaj się! – zwróciła uwagę Angelia-sama.
-Przepraszam.
-Pewnie jakieś głupie dzieciaki – burknęła złośliwie dziewczyna, po czym ruszyłyśmy dalej.
Kilka uliczek w bok, zaraz za ulicą handlową był market. Niczym się nie różnił od tych spotykanych w Osace, dlatego wcześniej nie zwróciłam uwagi, że tutaj jest. Zwykły, duży market z rozsuwanymi drzwiami.
Weszłyśmy do środka, wzięłyśmy koszyk i poszłyśmy w głąb sklepu. Na wstępie wybrałyśmy warzywa, grzyby suszone oraz trochę przypraw, potem w dziale rybnym paluszki surimi do dobrej sałatki, którą robi moja mama. Następnie zahaczyłyśmy o dział mięsny i tutaj spotkała nas niemiła sytuacja.
-Witaj – powiedział ktoś za nami.
Obie odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy przewodniczącą Hayami-senpai, która obdarowała nas chłodnym spojrzeniem.
-Miku, miłe spotkanie – rzekła ironicznie Angelia-sama. – Miałam dziś wpaść do ciebie po swoje rzeczy.
-Spodziewałam się, dlatego sama je spakowałam i miałam podrzucić do domu Takashi-san, u której rzekomo mieszkasz.
-Widzę, że plotki szybko się rozeszły po szkole. Nic się nie ukryje przed szkolnym uchem szkoły – zadrwiła czerwonowłosa.
Hayami-senpai poprawiła jak zawsze okulary.
-Widzę, że nie zawarłyście kontraktu.
Skąd niby ona to wie?
-I co ci do tego? Nanako nie jest jeszcze gotowa.
-I nigdy nie będzie. Nie spodziewałam się, że zrobisz taką głupotę, jaką będzie zerwanie kontraktu trwającego od ośmiu lat.
-A ja się nie spodziewałam, że ty zaatakujesz Nanako, a potem mnie! – krzyknęła na cały głos Angelia-sama.
-Gdybyś mnie nie prowokowała…
-Prowokowała?! To nie ja byłam cholernie o wszystkich zazdrosna, chociaż doskonale wiedziałaś, że i tak nic z tego nie będzie! Widziałaś, jak kończyli zakochani magowie! I chciałam cię od tego uchronić!
Hayami-senpai o mało nie zaczęła płakać. Jednak nadal utrzymywała lodowate spojrzenie w moją stronę.
W międzyczasie podszedł do nas ochroniarz.
-Panienko, proszę się uspokoić.
-Ja jestem spokojna! – wrzasnęła Angelia-sama. Jej kultura osobista i pohamowanie zniknęło bezpowrotnie.
-Lepiej z stąd chodźmy – próbowałam wziąć czerwonowłosą pod rękę, lecz nagle wszystko wokół stanęło.
Światło zaczęło niepokojąco nad nami mrugać.
-Co się dzieje? – zapytałam, lecz Angelia zdążyła się już przemienić i trzymała w rękach wachlarze. Natomiast Hayami-senpai również była w trybie gotowości.
W pewnej chwili do sklepu wbiegli jeszcze Katsumi-chan i Fukuzawa-kun. Katsumi była ubrana w niebieską, koronkową, rozszerzaną u dołu sukienkę do kolan i bez ramiączek, włosy miała niebiesko-czarne, a w ręku trzymała dwa pistolety połyskujące na niebiesko. Zaraz! To wtedy ona walczyła za moim oknem z tym kolesiem z BMW!
-Niedobrze! Felisto cię znalazł! – krzyknęła Katsumi-chan.
-Niemożliwe – powiedziała Hayami-senpai i odwróciła się w stronę Angelii. – Zawszyj ponownie ze mną kontrakt, inaczej…
-Zapomnij! – krzyknęła Angelia-sama i wybiegła na zewnątrz. Od razu pobiegliśmy za nią.
Na dachu jednego z budynków stał wysoki na dwa metry mężczyzna, miał długie, brązowe włosy i pod ten sam kolor płaszcz. Głowę ozdabiał mu kapelusz rodem z Dzikiego Zachodu. W ręku natomiast trzymał coś na kształt miecza. Na nasze nieszczęście Angelia-sama stała już na sąsiednim dachu gotowa do konfrontacji.
-No, no… w końcu cię znalazłem – powiedział do niej mężczyzna. – Szykuje się miła walka z przedstawicielką rodu Merteuil.
-Koniec gadania, lepiej zaczynaj!
-Angelia! – krzyknęła Hayami-senpai. – Chcesz zginąć!?
Angelia-sama nic nie odpowiedziała. Zignorowała ją, po czym walka się rozpoczęła.
Gdy tylko Angelia-sama ruszyła na mężczyznę, od razu porządna dawka energii odepchnęła ją na kilkanaście metrów w dal. Nie poddała się jednak. Wstała i znów ruszyła pełną parą w stronę demona. Sama zaatakowała, lecz nic to nie dało. Demon uniknął jej ataku. I tak dłuższą chwilę usiłowała zranić mężczyznę, lecz świetnie odbijał każde uderzenie.
-Widzę, że nie walczysz z magiem, wolisz walki sam na sam? – zapytał mężczyzna.
-Zamknij się! – i dalej atakowała.
-A może zostawiłaś swojego maga, by patrzył, jak umierasz?
-Co ona robi? – zapytał Fukuzawa-kun. – Ostatnio ledwo się pozbierała, teraz zginie na bank!
-Jak to? – spytała przewodnicząca.
-Dzięki tobie! Rana spowodowała liczne obrażenia, po których biedna Angelia-sama ledwo wstała na nogi! – krzyknęła Katsumi-chan. – Gdyby nie nasza pomoc, byłaby jeszcze w gorszym stanie! Ma szczęście, że jest demonem, inaczej by zginęła od razu!
Hayami-senpai stanęła jak zamurowana. Słowa ją zszokowały. Łza popłynęła z oka.
-Ja nie chciałam… - wyszeptała pod nosem dziewczyna, po czym zdjęła okulary i rozpłakała się.
-Nie czas na płacz. Nanako-chan, my lecimy jej pomóc!
Do walki dołączyli się Katsumi-chan i Fukuzawa-kun. Dziewczyna zaczęła strzelać w kierunku demona, lecz jej ataki na nic się zdały. Raptem zamroziła mu rękę. Zdenerwowana zaczęła agresywniej atakować, lecz demon walczył pomiędzy jej pociskami. Fukuzawa-kun natomiast stał na dachu i przekazywał swoją energię Katsumi-chan mamrocząc przy tym coś pod nosem. Angelia-sama nie była z tego zadowolona.
-Zostawcie to mnie, sama to załatwię! – krzyknęła do tej dwójki.
-Nie pozwolę ci zginąć! W końcu obiecałam, że będę ci pomagać! – krzyknęła Katsumi-chan i zaczęła strzelać w jego kierunku lodowymi pociskami.
-Nie ładnie, trzech na jednego. Cóż, nie będę się z wami cackać!
Zamachnął swoją siekierą tak, że wielka fala uderzeniowa zepchnęła Fukuzawę-kuna i Katsumi-chan prosto z dachu. Demonica wylądowała zraniona na chodniku, a jej mag zawisł na wpół przytomny na drzewie. Jedynie Angelia-sama się utrzymała na nogach.
-Hayami-senpai, pomóż Katsumi-chan, ja się zajmę Fukuzawą-kunem! – krzyknęłam, po czym podbiegłam do tego drzewa, gdzie wisiał mg.
Wdrapałam się na pień, po czym usiadłam koło niego. Był niezbyt mocno zraniony i wciąż przytomny. Widać, że miał na twarzy grymas bólu.
-Fukuzawa-kun! Słyszysz mnie? – zapytałam.
-Tak – odpowiedział chłopak i zaczął wspinać się na gałąź.
-Jesteś ranny!
-Nie nowość. Boli! – powiedział łapiąc się za nogę. – Cholera, musiałem złamać.
-Poczekaj, zaraz usztywnię!
-Po prostu użyj zaklęcia – zaproponował.
-Dobra.
Podyktował mi zaklęcie, po czym skierowałam rękę na jego nogę. Wymówiłam je na głos. Nagle wszystkie zadrapania oraz wszelkie rany znikły z jego ciała.
-Dzięki, myślałem, że tylko nogę mi uzdrowisz – powiedział zaskoczony chłopak.
-Widzę, że z Katsu-chan też jest lepiej – spojrzałam jak Hayami-senpai leczy dziewczynę.
Po chwili jednak wszyscy skierowali wzrok na rozbłyskające na brązowo-czerwono niebo. Na górze istne piekło się rozgrywało. Angelia-sama co raz atakowała i broniła się, a mężczyźnie dawało to niesamowitą radość. Bawił się doskonale, gdy biedna dziewczyna męczyła się, by go zranić. Czułam, że coś jest nie tak. Wokół Angelii-sama wydobywała się czarno-czerwona potężna aura, dużo silniejsza niż zawsze. Wygląd też miała nieco zmieniony. Walka wyglądała na agresywniejszą. I nagle został raniony! Wreszcie! Lecz co jest?
Dziewczyna również została przeszyta wiązką brązowego światła jakby sztyletem, na wylot. Po chwili po prostu leciała w kierunku ziemi bezwładnie. Nie widziałam jej upadku, tylko usłyszałam jak coś uderza w ziemię.
-ANGELIA-SAMA! – krzyknęłam zeskakując z drzewa, podbiegłam do niej jako pierwsza i zobaczyłam, co się stało. Została trafiona prosto w płuco, cała leżała w kałuży krwi, ledwo oddychała, praktycznie powinna być już martwa! Jednak nie, ona otwiera oczy i na mnie się patrzy.
-W sumie dałaś mi rozrywkę na kilka dni! – powiedział demon. – Faktycznie, jesteś tak dobra, jak mówią. Szkoda jednak, że to twój koniec!
Zauważyłam, że z niego również krew cieknie słabym strumienie, lecz bardziej intensywnie. Dosłownie tylko o parę centymetrów rana była za nisko, by przeszyć serce. Czyżby o mało co Angelia-sama go nie zabiła?
-Jak byś przeżyła jakimś cudem, daj znać. Znowu się pobawimy!
Demon raptownie odbił się od dachu i pofrunął w stronę słońca.
-A to gnój – wyszeptała pod nosem Angelia-sama. – Mało brakowało…
-Nic nie mów! Zaraz zadzwonię po karetkę – krzyknęłam, po czym wyjęłam telefon i zaczęłam wystukiwać numer na pogotowie.
-Nie rób tego! – wrzasnęła za mną Katsumi-chan. – Szpital nie jest dobrym miejscem!
-Dlaczego masz taki uraz do szpitali?
-Bo… - Katsumi-chan zakrztusiła się. – Sama za często tam trafiałam zanim znalazłam maga, który mi pomógł się regenerować… Nie jest to fajne miejsce.
-Mniejsza z tym… i tak już gorzej ze mną nie będzie – powiedziała Angelia-sama i nagle zachłysnęła się własną krwią. – Pośpieszcie się…
W tym momencie dziewczyna zamknęła oczy. Prawdopodobnie straciła przytomność.
-Ona ma racje – rzekła Hayami-senpai. – Trzeba ją zabrać do szpitala, zanim się wykrwawi.
-Niestety, z czego pamiętam, jej zdolności regeneracyjne są równe zeru – powiedział chłopak. – Dzwoń!
Zadzwoniłam, jak kazał chłopak. Po jakiś trzech minutach byli na miejscu i zabrali Angelię-sama do najbliższego szpitala wprost na salę operacyjną.
