Pierwsze …
Po niemiłym powitaniu od razu przeszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie w dosyć dużym odstępie od siebie. Mama przyniosła nam wody i usiadła po drugiej stronie stolika kawowego, zasłaniając cały telewizor. W tle leciały wiadomości. Nie wsłuchiwałam się w nie, lecz skoncentrowałam się na rozmowie z mamą.
-Nie mogę uwierzyć, że moja córka przyprowadziła do domu kogoś takiego jak ty – rzekła mama.
Angelia-sama nic nie odpowiedziała. Wzięła swoją szklankę i zaczęła sączyć wodę.
-Mamo, proszę, nie rób żadnej sceny – błagałam ją, lecz dalej mówiła złośliwości.
-Po prostu dziwię się, że istnieją takie potwory jak wy! I to na Ziemi! Ziemia powinna być dla ludzi, nie potworów!
-Ma pani rację… - odparła Angelia-sama.
-Oczywiście, że mam!
-Mamo! Ale ona jest inna! Nie jest potworem!
Angelia-sama nie chciała się wykłócać. Wstała z kanapy i poszła w kierunku drzwi, lecz w połowie drogi zatrzymała się. Zakrztusiła się, po czym kaszlnęła krwią.
-Angelia-sama! – krzyknęłam i podbiegłam do niej.
-W porządku – powiedziała z udawanym uśmiechem. – Już pójdę, nie jestem tu mile widziana.
-Mamo, musisz jej pomóc!
-Ja? Z jakiej racji? Chyba ma maga do pomocy – rzekła mama.
-Właśnie nie ma! I pomóż jej, jak nie dla niej to zrób to dla mnie!
Mama została przyparta do muru. Nie mając wyjścia, podeszła do nas i przyłożyła rękę do klatki piersiowej Angelii-sama.
-To nic groźnego, wystarczy małe zaklęcie i powinno pomóc – powiedziała, po czym pod nosem zaczęła coś szeptać. Czerwone światło zaczęło wydobywać się z jej ręki, przyjemnie ciepłe. Po chwili…
-Dlaczego nic nie działa? – zapytała patrząc na swoją rękę.
-To nic nie da – wyksztusiła Angelia-sama. – Moje zdolności regeneracyjne są równe zeru. Magia mi nie pomoże…
-Nie mów mi, że…
-Tak. Poświęciłam się ratując mojego byłego maga. Uratowałam go od śmierci, lecz sama przepłaciłam swoją najcenniejszą zdolnością…
Mama otworzyła szerzej oczy, nie wierząc w to, co mówi Angelia-sama. Z trudem to przetrawiła. Z wrażenia aż usiadła na kanapie.
-Nie wierzę, że demon zrobił to dla swojego maga – rzekła mama. – Mój to zwiał gdy zostałam ranna. Cóż, w końcu byłam jedną z wielu jego magów…
-Jedną z wielu? – zapytałam z zainteresowaniem.
-Tak. Miał ich chyba z trzech, ja byłam czwarta. Nie dbał więc zatem o mnie, bo przecież miał nas w zapasie. Jednak pierwszy raz jednak spotykam się z sytuacją, gdzie demon jest w stanie poświęcić się komuś.
-Dla mnie ona była więcej niż tylko magiem – powiedziała ze smutkiem w głosie czerwonowłosa. – Była przyjaciółką…
-Co się z nią stało? – mama coraz bardziej wdrażała się w temat.
-W sumie… zerwałam z nią kontrakt. Teraz planuję znaleźć drugiego maga, ale chyba… i tak nikogo nie znajdę.
-Co ty mówisz… ? A co ze mną? – szepnęłam pod nosem.
Więc nie chce ze mnie zrobić maga? Dlaczego nagle z tego z rezygnowała?
-Chciałaś zatem zrobić z mojej córki sobie maga? No ładnych rzeczy się dowiaduję! A robiłam wszystko, by nie miała z wami, demonami, w ogóle kontaktu!– mama się zdenerwowała.
-Proszę się nie martwić. Nie zrobię tego. Chciałam, przyznaję, ale nie jestem w stanie tego zrobić.
-Cóż. W takim razie zostaje ci tylko odliczanie czasu.
Mama spojrzała na zegarek. Było grubo po 22.
-Późno już. Nanako musi rano wstać, by mi pomóc w kawiarni. Idźcie dziewczyny zatem wcześniej spać. Pokój gościnny jest zawsze w gotowości, więc nasz gość może tam nocować, dopóki nie narozrabia. Dobranoc.
Mama się z nami pożegnała, po czym sama poszła do swojej sypialni. My ruszyłyśmy na górę i pokazałam pokój gościnny Angelii-sama.
-Tutaj możesz się rozgościć – powiedziałam i zaprezentowałam pokój.
Łóżko już było prześcielone żółtą atłasową pościelą, pod łóżkiem leżał kremowy dywanik. Przy łóżku stała szafka nocna, natomiast naprzeciwko postawiono komodę na wypadek, gdyby ktoś na dłużej zamieszkał. Ściany zdobiły natomiast obrazy m.in. reprodukcja sławnych słoneczników. Same ściany natomiast były blade, nijakie. Nie zdążyłyśmy z mamą ich pomalować. Angelii-sama chyba pokój przypadł do gustu.
-Ładnie tu – powiedziała rozglądają się.
-Zaraz ci przyniosę piżamę, w międzyczasie możesz skorzystać z łazienki.
Podbiegłam do swojego pokoju i zaczęłam grzebać w szafie. Była w niej czerwona, satynowa, odświętna piżamka, która była dla mnie za długa. Na wyższą Angelię-sama powinna być dobra.
Podeszłam do łazienki, która już była zajęta przez dziewczynę. Zastukałam lekko, po czym usłyszałam pozwolenie na wejście.
-Mam nadzieję, że będzie dobra – powiedziałam i miałam odłożyć już piżamę na szafkę.
W pewnym momencie zamurowało mnie całkowicie. Angelia-sama stała w samej bieliźnie. Na całym ciele widniało mnóstwo blizn, ślady oparzeń skóry i mnóstwo siniaków. Jeszcze widniał ślad na nodze po tym, jak oberwała kataną oraz cięcie, gdy dostała w rękę. Cała była pokryta ranami. Na jej klatce piersiowej za to była taka duża rana, jakby duża część ciała było nadpalone. Wyglądała okropnie!
-W porządku? – zapytała Angelia-sama patrząc na moje zdumienie.
-Nie, tylko…
-Chodzi o rany, tak? – zapytała. – Tak, zakrywam je pod mundurkiem ciemnymi rajstopami. Nigdy nie przebieram się na wf. By nikt tego nie zauważył. Pierwszy raz ktoś je widzi…
-Dlaczego…? Skoro nie możesz…. To dlaczego… ? - nie mogłam wyksztusić nic. Nie rozumiałam głupiego poświęcenia Angelii-sama.
-Robię to, co muszę.
-Ale…! Po co się tak niszczyć?
-Czasem trzeba się poświęcić, by ktoś inny mógł żyć.
-Żeby potem od niego oberwać! – krzyknęłam na nią.
Wiedziałam, że ta najpaskudniejsza rana to wina Hayami-senpai. Nie mogę patrzeć, co ona zrobiła! Angelia-sama się dla niej poświęciła, by potem dostać taką odpłatę!? Już ja…
-Wiem, o czym myślisz… - powiedziała pod nosem dziewczyna. – I proszę, nie mścij się na Miku.
-Ale…
-Żadnego ale. Jutro idę do niej po swoje rzeczy i nie chcę jej więcej widzieć. I nie pozwolę bynajmniej tobie, żebyś zrobiła głupotę! Nie mam drugiego życia, by cię odratować…
Po tych słowach Angelia-sama poprosiła mnie, bym wyszła z łazienki. Wróciłam zatem do pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. Skoro niby demony są takie złe, to magowie są od nich gorsi? Ja jestem ta zła? I co się nagle zmieniło w myśleniu Angelii-sama? Ostatnio za dużo myślę…
Dosyć szybko udało mi się zasnąć, lecz przebudziłam się około pierwszej w nocy. Na moje szczęście to już sobota, więc rano nie trzeba wcześnie wstać. Ciemność panowała w pokoju. Próbowałam włączyć lampkę nad łóżkiem, jednak nie mogłam znaleźć włącznika. No gdzieś musi tu być! Wreszcie światło!
Usłyszałam cichutkie kroki za drzwiami. Ktoś niepewnie chodził po korytarzu w te i z powrotem. Wyrwałam się z łóżka, podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Za nimi stała Angelia-sama.
-Nie śpisz? – zapytała mnie z lekka zaskoczona.
-Nie dam rady. A czemu ty nie śpisz?
-Ja... – spuściła głowę. – Boję się.
-Ty?
-Tak – rzekła ze smutkiem w głosie dziewczyna. – Wiem, że to głupie, że demon ma koszmary i w ogóle, ale… znaczy… czy ja…
-Tak?
-Czy ja mogę spać z tobą?
No coś takiego! Już od skończenia 5 roku życia nie spałam z nikim w jednym łóżku! Nigdy nie miałam potrzeby. A o to mnie prosi Angelia-sama. Głupio mi odmówić, ale chyba po oczach widziała, że ten pomysł nie jest mi na rękę.
-Jeśli nie, to nie… - już miała się odwrócić.
Po chwili jednak przełamałam swój opór. Trzeba to potraktować jako pomoc. Tak, potraktujmy to tak! Nic się nie stanie złego, jak pozwolę jej spać w jednym łóżku ze mną… co nie?
-Dobra, możesz spać ze mną – powiedziałam i otworzyłam drzwi na oścież. Dziewczyna weszła i położyła się na łóżko od strony ściany. Ej! To moja ulubiona strona! Ale trudno, nie wygonię jej…
Chwilę potem sama ułożyłam się obok niej i przykryłam się kołdrą. Angelia-sama już zamknęła oczy i chyba dosyć szybko zasnęła. Odwróciłam się w jej stronę, bo po prostu, lubię spać na tym konkretnym boku. Moja twarz była kilka centymetrów od jej twarzy. Czułam jej ciężki oddech, nierówny, jakby biegła i była zmęczona. Jej powieki drżały. Wierciła się. Coś pod nosem mamrotała w stylu „nie, proszę” albo coś. Na twarzy malował się niepokój. Faktycznie, miała koszmar. Odruchowo położyłam swoją rękę na jej głowę i delikatnie pogłaskałam. Jakby się trochę uspokoiła. I wtedy poczułam znów jej intensywny zapach perfum. Blada cera była wymalowana wypiekami na twarzy. Wyglądała… po prostu ślicznie. Jak porcelanowa lalka. I jej oczy, piękny kolor brązu, taki głęboki i … czemu ona ma je otwarte? I czemu jej piersi się stykają z moimi!?
-A! – krzyknęłam, odsunęłam się i upadłam na ziemię – Boli…
-Nic ci nie jest? – zapytała zaspana Angelia-sama.
-Nie, nic, naprawdę – uśmiechnęłam się.
Teraz zwróciłam uwagę na jej piękne, czerwone i kręcone włosy, trochę przygniecione i niepoukładane, jednak dawały jej niezwykłego uroku. W świetle księżyca połyskiwały. Jakbym ujrzała anioła… dosłownie.
-Coś się stało? – zapytała z niepokojem.
-Nie…
Głupia, przestań na nią patrzeć! Tylko zatapiasz się w jej oczach! A zapach perfum dusił swoją intensywnością! Przestań!
Angelia-sama wstała z łóżka i pomogła mi podnieść się z ziemi.
-Jesteś cała czerwona – zauważyła czerwonowłosa. – Chyba masz gorączkę. I z nosa krew ci się leje…
-Jest dobrze! – odepchnęłam jej rękę ode mnie.
Angelia-sama była zdziwiona.
-Widzę, że sprawiam kłopot – powiedziała do mnie, po czym chciała wyjść z pokoju.
-Nie, może po prostu… ja się przeniosę na podłogę!
Wzięłam koc z łóżka, rozłożyłam go na ziemi, potem poducha i położyłam się. Nie mogłam się odwrócić w stronę dziewczyny. Po prostu zamknęłam oczy i próbowałam o niej nie myśleć!
Poczułam, jak coś delikatnego mnie otula. To moja kołdra. Najwidoczniej głupio było jej, że muszę spać na podłodze. Ale cóż… Albo się przyzwyczaję, albo pogodzę ją i Hayami-senpai…
***
Stałam na środku korytarza, wokół mnie pustka. Nic, tylko ja. Ni z stąd ni z zowąd pojawiła się Hayami-senpai.
-Teraz na pewno cię zniszczę – powiedziała przewodnicząca i zaczęła płonąć. Nie wiem też z skąd pojawiła się obok Angelia-sama. Położyła mi na twarz rękę, po czym przybliżyła się na odległość dziesięciu centymetrów.
-To pierwszy raz? – zapytała mnie.
Nie wiedziałam, o co chodzi.
-Ale…
-Spokojnie, będę delikatna – zapewniła mnie po czym zbliżyła twarz i …
AAAAAAAAAA! NIE! NIE CAŁUJ MNIE!
Kurde, to sen! Głupi sen! Nie myśl o tym!
Wstałam cała spocona. Zerknęłam na łóżko, nikogo nie było. Pewnie już na dole na śniadaniu.
Ubrałam się jak najszybciej potrafiłam, po czym zbiegłam ze schodów. A jak! Na dole przy stole siedziała Angelia-sama i jadła jajecznicę.
-Dzień dobry – powiedziała do mnie z uśmiechem.
Od razu poczułam ciepło na twarzy. BURAKA STRZELIŁAM!
-Dz-dzień d-dob-bry – burknęłam.
Rozejrzałam się po domu, lecz mamy nie było.
-Gdzie mama? – zapytałam.
-Problemy w kawiarni. Musiała iść. Prosiła, żeby do niej zajrzeć, da nam listę zakupów do zrobienia.
-D-dobrze…
Usiadłam naprzeciwko niej. Patrzyłam, jak je jajecznicę.
-Coś się stało? – zapytała widząc, że mam pół kanapki w ustach i jej nie gryzę.
-Nic…
-Dziwnie się zachowujesz… - burknęła złośliwym głosem Angelia-sama.
Nie dziwota. Chyba za dużo czasu z nią spędzam. Zauroczyłam się w niej czy co?
Po dosyć milczącym śniadaniu... ubrałyśmy się w kurtki zimowe i wyszłyśmy na zewnątrz.
Zima co prawda odchodziła już, lecz nadal było chłodno i pozostało trochę śniegu na zewnątrz. Szłyśmy razem, z czego ja kilka kroków za Angelią-sama. Patrzyłam się na nią i zastanawiałam się, co ja w niej takiego widzę!? Przecież to demon! Ba, dziewczyna demon! WŁAŚNIE, DZIEWCZYNA! Już chyba naprawdę staję się jak ta bezmózga połowa mojej szkoły…
Bum!
-Ale z ciebie sierota – stwierdziła dziewczyna po tym, jak uderzyłam słup. – Zachowujesz się tak, jakby się zakochała.
-No coś ty! Ja i miłość! Phi! Nie, wcale się nie zakochałam w tobie!
UPS! Nanako ugryź się mocno w język! Auć! Czemu masz taki długi jęzor! Źle z tym skończysz! Najpierw waza, teraz to! Widzisz, ona patrzy się na ciebie jak na kretynkę! Kretynkę, która gada sama do siebie!
-Znaczy ja… nie, nie lubię cię, znaczy nie w ten sposób cię lubię, znaczy…
-Wiesz co? Rozumiem, że prawie wszystkie dziewczyny mnie ubóstwiają ale jeszcze ty? Proszę – Angelia-sama pokazała swoją wredną twarz.
-Wiesz, ja…
-Nie kończ. Jeszcze w przyszłym tygodniu znajdę ci faceta! Nie chcę mieć kolejnej zakochanej we mnie osobie na głowie.
Spuściłam głowę i znów szłam za nią. W ten sposób dotarłyśmy do kawiarni mojej mamy.
