Zakupy i…
Wróciwszy do domu, mogłam spokojnie przysiąść i spróbować naprawić to, co rozwaliłam. Położyłam zatem kawałki wazy na podłogę w salonie i usiadłam koło nich. Kurcze! Znowu mi dała porąbane zadanie! Czy jam mogę chociaż dzień przeżyć bez żadnych przygód?
Spojrzałam na kawałki wazonu, po czym na rękę i znów na wazon. Dobra, koncentracja!
Oczywiście nie miałam spokoju dla siebie. Odezwał się dzwonek do drzwi.
Otworzyłam, a za nimi stała Kajiyama-san.
-Kaji… Katsu-chan.
Od kiedy na nią mówię Katsumi-chan?! Od kiedy ją tak lubię?!
-Yo! Nie zostałaś na rozdaniu nagród w karaoke. Masz pierwsze miejsce!
-Fajnie… - odparłam. W zasadzie nic mnie to nie obchodziło.
-Co to? – zapytała dziewczyna widząc za mną rozbitą wazę.
-Nic, to tylko stara waza, właśnie się pobiła – składałam.
Katsumi-chan podeszła do niej i zaczęła zbierać kawałki potłuczonej ceramiki.
-Co ty robisz? – spytałam patrząc na nią.
-Zaraz pomogę ci sprzątnąć – powiedziała Katsumi-chan, po czym podniosła się i powędrowała prosto do kosza.
-Nie rób tego!
Trzask! Kawałki wazy wylądowały w śmieciach.
No to ekstra, teraz drogocenna waza nie dość, że w kawałkach, to wyląduje na śmietniku.
-Gotowe! – krzyknęła.
-Coś ty zrobiła!? – wrzasnęłam na nią z płaczem w oczach.
-No co? Myślałaś, że ją posklejasz i po sprawie?
-TAK!
-Wow, nie wrzeszcz, bo moje bębenki pękną – powiedziała niemiło. – Lepiej będzie, jak kupisz nową.
-Nową?
-Tak! Takich jest na pęczki! Wystarczy się rozejrzeć! – rzekła z zadowoleniem Katsumi-chan.
-Jasne…
-Jutro po lekcjach pójdziemy na targ, chcesz?
-Niech ci będzie…
Słowo się rzekło. Następnego dnia koło 15.30 spotkałyśmy się pod szkołą.
-To jak? Gotowa na zakupy? – zapytała podekscytowana Katsumi-chan.
-Tak… - odparłam z niezadowoleniem.
-Czyżbym usłyszał zakupy? – usłyszałam głos za sobą. Odwróciwszy się, zobaczyłam Fukuzawę-kuna, a obok stał Okabe-kun.
-Saito-kun, znów zwiałeś z wf-u? A ty, Okabe-kun, nie idziesz na koszykówkę? – zapytała Katsumi-chan.
-Nie, no skąd że znowu! – powiedział Fukuzawa-kun.
-Zostały odwołane. Przewodniczący klubu zachorował. – rzekł Okabe-kun.
Widać, że obaj kłamią, ale co zrobić. Po tym względem są bardzo podobni. Poza tym nie wierzę, że pulchny Okabe-kun chodzi na koszykówkę! Coś mi tutaj cuchnie… nie dosłownie, oczywiście!
-Już uwierzę. Chcecie iść z nami na zakupy? – zaproponowała dziewczyna.
-Drogie dziewczęta, zawsze i wszędzie z takimi pięknymi dziewczynami jak wy! – powiedział chłopak i się ukłonił w naszą stronę.
-Ja, też!
-OKABE SHINGI!!! – usłyszeliśmy głos za nami. Wielgachny, napakowany mężczyzna szedł w naszą stronę.
-Ja uciekam! Trener koszykówki! Pa!!! – chłopak rzucił się do ucieczki przed trenerem. – Proszę nie bić!!!
-Phi! Dobra, idziemy!
Targ był parę przestanków metra dalej, więc musiałam zainwestować w bilet kilka jenów. Ale przynajmniej przejechałam się wreszcie tym sławnym metrem tokijskim! Świetne uczucie!
Wysiedliśmy koło dzielnicy Ginza, najbardziej znanej dzielnicy handlowej. Od razu po wyjściu z metra rzuciły się w oczy tłumy osób, które tłoczyły się na ulicy koło pasaży handlowych.
Już na samym początku spotkały nas niespodziewane kłopoty…
-Katsu-chan!!! – krzyknęłam, bo nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
-Nanako-chan! – usłyszałam gdzieś koło budki telefonicznej.
-Dziewczyny! – męski głos słychać było koło jednego ze sklepów.
Próbując dojść do nich musiałam przepychać się przez ludzi, gdy nagle wpadłam na kogoś.
-Przepraszam! – krzyknęłam i podniosłam głowę.
NIEMOŻLIWE! JAK MIEĆ PECHA TO TOTALNEGO!
-Nanako i dzielnica handlowa. Podejrzana sprawa… - powiedziała nieprzyjemnie Angelia-sama.
-To-to nie tak jak my-myślisz! Wcale nie chcę odkupić stłuczonej wazy! – ups… ugryzłam się za język, że aż zabolało.
-To dobrze. Nie stać by cię było na nią. Czy to nie Katsumi stoi koło budki? Chodźmy do niej.
Angelia-sama wzięła mnie za rękę i przeprowadziła przez ten tłum ludzi.
-Angelia-sama! Co za spotkanie! – Katsumi-chan była wyraźnie zadowolona z tego faktu. Gorzej było z Fukuzawą-kunem, który nie przepadał najwidoczniej za jej towarzystwem.
-Tak sobie przyszłam się rozejrzeć po dzielnicy handlowej. Nie spodziewałam się was – powiedziała słodkim głosem i uśmiechnęła się.
-Tak. Bo wiesz, Nanako-chan musi kupić wazon, który zbiła, więc dlatego tutaj jesteśmy.
-Wazon, który zbiła… ciekawe – i cięte spojrzenie czerwonowłosej padło na mnie.
-Ale cóż, ona chciała go sklejać, więc wywaliłam wszystkie kawałki do kosza. Głupotą jest naprawianie czegoś, co jest pobite!
-Chyba, że ktoś jest magiem… - szepnął Fukuzawa-kun pod nosem.
-Magiem? – z niedowierzaniem zapytałam.
-Ale to niemożliwe. – dodał po chwili. – Chodźmy, zanim się zrobią większe tłumy!
I wyrwał do przodu, a my zaraz za nim pobiegliśmy do pierwszego sklepu.
Na moje szczęście (albo nieszczęście) pierwszy sklep był z antykami. Od razu zaczęłam się rozglądać za wazą. Były tam różne starocia, katany, lustra, meble, lampy, wszystko. Nagle widzę. WAZA! Uradowana podbiegłam do niej i … zrzedła mi mina.
ONA KOSZTUJE 150.000.000 JENÓW!?
Geez.
-Mówiłam, że cię na nią nie stać – powiedziała z zadowoleniem Angelia-sama kładąc rękę na ramieniu.
-Co mam teraz zrobić? – zapytałam jej.
-Cóż. Zostaje ci jedynie grzebanie w śmiechach i poskładanie tamtej wazy do kupy…
Wyraźnie lubi mnie torturować.
Następny sklep to był z modnymi ubraniami. Niespodziewanie okazało się, że to ulubiony sklep Fukuzawy-kuna. Od razu pobiegł w ciuchy w części męskiej, a my zostałyśmy w damskiej połowie. Grzebałyśmy w różnych ubraniach, kolorowych bluzkach, później w spodniach.
-Co myślisz o tym? – powiedziała Kastumi-chan pokazując mi bluzę z kocimi uszami na kapturze.
-Kochanie, znów zmieniasz styl? – zapytała Angelia-sama.
-Goth mi się przejadł. Może tym razem będę się ubierać jak EMO!
-Emo jest dosyć sławne we Francji. Takie małe dziewczynki biegają i mówią, że nikt ich nie kocha. Nie polecam.
-Ale… - Katsumi zasmuciła się.
-Katsu-chan. Ale goth do ciebie dobrze pasuje! – powiedziałam.
-Już wiem! Zrobię się na gothic lolitkę!
I od razu pobiegła w ciuchy szukać czarnej falbaniastej sukienki.
Zostałyśmy we dwie z Angelią-sama. Dziewczyna stała i przeglądała spodnie.
-Masz szczęście, że się na mnie natknęłaś – powiedziała do mnie dziewczyna.
-Dlaczego? – zapytałam.
-Dostałam wiadomość, że pewien dość potężny demon przybył do Tokyo. Prawdopodobnie chce mnie wykończyć. Przy okazji mógłby i kogoś innego zabić. Nigdy nic nie wiadomo.
-Skąd ta pewność? Jest przecież dużo innych demonów poza tobą.
Angelia-sama zaczęła przeglądać spódnice.
-On nie walczy ze słabszymi od siebie, zabija ich od razu. On traktuje Turniej jako rozrywkę, wykorzysta każdą okazję, by się zabawić. Nie ma pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.
-Ja w sumie też nie… - przyznałam się.
Dziewczyna przestała grzebać w ubraniach, wzięła pierwszą lepszą spódnicę, złapała mnie za rękę i pociągnęła do przymierzalni.
Weszłyśmy do jednej kabiny we dwie.
-Turniej to nie rozrywka. Walczymy w nim, ponieważ zależy nam na nagrodzie, jaką jest Święty Pierścień.
-Święty Pierścień…?
-Ma on moc, która sprawia, że spełni się jedno nasze życzenie. Można życzyć wszystkiego, co zapragniemy. Lecz do tego Turnieju zostali wybrani przedstawiciele wszystkich ważnych rodów. Jednak nie wszyscy są fair wobec innych…
Nagle opowieść przerwał dzwonek telefonu.
-Tak? Że co? Gdzie? Już lecę!
Kończąc rozmowę odwróciła się do mnie i powiedziała.
-Masz szansę popatrzeć na prawdziwą walkę.
Błyskawicznie wzięła mnie za rękę i wybiegłyśmy ze sklepu niczym z procy. Za sobą słyszałam tylko krzyk Katsumi-chan. Potem biegiem przedzierałyśmy się przez zakorkowane ulice, lecz w pewnym momencie stanęłyśmy przed bardzo ruchliwą ulicą i nie było jak się w ogóle ruszyć.
-Szlag by to! – krzyknęła zdenerwowana Angelia-sama.
Popatrzyła na dach, gdzie samotnie walczyła już Hayami-senpai. Dwóch na jednego, niewybaczalne! Nie miałyśmy się jak ruszyć. Wszędzie pełno ludzi, samochodów, jeden wielki hałas i krzątanina.
Nagle pod nosem Angelia-sama zaczęła coś mruczeć i w jednej chwili wszystko dookoła zamarło! Cały ruch zatrzymał się, wszystko jakby zamarzło z wyjątkiem walczących na dachu. To też potrafią demony?
-Trzymaj się mnie mocno! – rozkazała.
Chwyciłam się najmocniej jak się dało, po czym poczułam gwałtowne uderzenie powietrza, świst i miałam ochotę zwymiotować. W ciągu sekundy byłyśmy z kilkadziesiąt metrów nad ziemią, przefrunęłyśmy spory kawałek nad ulicą i wylądowałyśmy na dachu jednego z biurowców. Wspominałam, że mam lęk wysokości? Tak, ledwo powstrzymałam się od zwymiotowania. Nie patrzyłam w dół, bałam się, ale wiedziałam, że ten budynek jest wysoki! Gdy tylko wylądowaliśmy, od razu usiadłam, stanie na tej wysokości było niemożliwe.
Demon i jego mag byli zdziwieni, że tak szybko zdołaliśmy się dostać. Ale zaraz! Czy to nie ten sam demon z katanami co wysiadł z czarnego samochodu i nas gonił? To on jeszcze żyje? Niech to pech!
-Niesamowite. A jednak takie demony naprawdę istnieją! – krzyknął mag.
-A co myślisz? Różne dziwadła chodzą po ziemi, dlatego trzeba je eliminować!
Po tych słowach demon zaczął atakować swymi katanami, a Angelia-sama nie pozostała mu dłużna. Przemieniła się i zaczęła się bronić. Ich walka teraz wyraźnie stała na innym poziomie niż za pierwszym razem. Oboje byli szybsi, zręczniejsi i co gorsza, stali na tym samym pułapie. Źle to wróżyło. Po drugiej stronie stał mag, który próbował się bronić przed atakami Hayami-senpai i szło mu to całkiem sprawnie. Każdy atak przechodził przez niego nie robiąc mu żadnej krzywdy. Jakby jego ciało było duchem.
-Hayami-senpai! Pomogę Ci!
Już miałam się skoncentrować, by zacząć czarować, lecz dziewczyna powiedziała tylko:
-To moja walka i ja ją skończę.
Facet najwyraźniej miał uciechę z tych słów.
-Walka jeden na jeden. Honorowa – rzekł, po czym zaatakował.
Kule żółtego światła próbowały oślepić dziewczynę, lecz na nic się to zdało. Gdy tylko zbliżył się na metr, został odepchnięty czymś w rodzaju bariery. O mały włos a by spadł z dachu. Zdenerwowany znów chciał zaatakować. Tym razem wyczarował dwa łańcuchy, którymi próbował obezwładnić maga. Hayami-senpai widząc to, wyczarowała coś na kształt ognistego miecza i bez trudu odcięła od niego łańcuchy. Te padły, szamocząc się niby ryba wyjęta z wody.
Na twarzy Hayami-senpai był nadal spokój, ale patrząc na jej oczy, pojawił się błysk radości, jakby miała satysfakcję, że wygrywała tą walkę. Będąc pewna wygranej, nie zauważyła, że obcięte łańcuchy zaczynają ją owijać i po chwili dziewczyna obezwładniona leżała na ziemi.
-Teraz twoja kolej, koleżanko – powiedział mag.
Nagle usłyszałam krzyk. Dzięki niemu mag przerwał walkę. Angelia-sama leżała na ziemi z wbitą kataną w nogę, a druga była tuż przy jej gardle.
-To już twój koniec! – krzyknął i miał już zamachnąć się i wbić ostrze w jej pierś, lecz w tym momencie ostrze się zatrzymało i zaczęło płonąć, a po chwili stopiło się całkowicie. Została tylko rękojeść, któ®ą nic nie mógł zdziałać. Demon był zszokowany.
-Ty plugawa…! – nie skończył. Zanim cokolwiek zrobił, Angelia-sama wbiła mu jego własną katanę w pierś.
Jak ona zdążyła tak szybko ją wydobyć z nogi i użyć? Mniejsza z tym. Demon biernie padł na nią i ją przygniótł.
Mag tylko spojrzał na to, co się stało i po chwili jak gdyby nigdy nic po prostu zniknął. Łańcuchy również znikły. Hayami-senpai powstała i od razu podbiegła do dziewczyny. Angelia-sama przewróciła zwłoki leżące na niej na bok i próbowała wstać, lecz okropnie mocno krwawiła. Widać było na twarzy grymas bólu.
-Angelia-sama! – krzyknęłam i podbiegłam do niej, by pomóc jej wstać.
Lecz nie przyjęła mojej pomocy. Resztkami sił wstała sama. Zamachnęła się i znów upadła.
-Niech to – szepnęła pod nosem i omal nie zaczęła płakać z bólu. – Pierwszy poziom i tak oberwać!
-Senpai, nie możesz tego wyleczyć? – zapytałam Hayami.
Ta się odwróciła do nas, popatrzyła i sucho odparła.
-Nie.
-Ale dlaczego?
-Po prostu.
Miałam ochotę ją za te słowa uderzyć, rozwalić, rozwałkować, pociąć na kawałki, zniszczyć…
Nagle ręka zajęła mi się ogniem.
-AŁA! – krzyknęłam.
Szybko jednak zgasiłam ogień.
-Nie denerwuj się tak – powiedziała Angelia-sama i podjęła drugą próbę wstania. Tym razem pomimo wielkiego bólu udało jej się. Od razu podeszłam i podtrzymałam ją. Hayami również ruszyła w naszą stronę i z torby wyjęła bandaż. Zaczęła opatrywać nogę demonicy.
-Dziękuję – odparła Angelia-sama.
Nie wiem czemu, ale raptownie usłyszałam łkanie. Hayami zaczęła płakać, ta twarda dziewczyna ryczała wręcz jak dziecko.
-Gdyby nie ja… Gdyby nie ja, to…
-Spokojnie. To nie twoja wina.
-Właśnie że moja! – powiedziała powstrzymując lecące łzy. Próbowała się opanować, jakby chciała udowodnić, że nadal jest tą oschłą Hayami. Jakby wstydziła się siebie przy mnie. Nie jest aż taka twarda, jak myślałam.
Angelia-sama położyła rękę na jej głowie.
-Uwierz mi, nie żałuję swojej decyzji.
Ta sytuacja trwała jeszcze parę minut, dopóki Angelia-sama nie przerwała tego. Ledwo, lecz z sukcesem zeszłyśmy z dachu, a potem odprowadziłam dziewczyny do domu, a sama wróciłam do swojego.
Położywszy się na łóżko, próbowałam wszystko przeanalizować. Kim jest w końcu Angelia-sama? Demonem to wiem, ale demon nie ma takiej mocy jak ona… chyba. Nie mam pojęcia. I dlaczego nie mogła uleczyć swoich ran? Przecież widziałam, że demony to potrafią! To dlaczego ona nie mogła… Podejrzane to…
