Między fałszem a realizmem
Następny dzień wyglądał jak ostatnie dwa dni. Nic nadzwyczajnego. Umyłam się, po czym włożyłam mundurek i zeszłam na dół. Przygotowałam sobie tosty z masłem. Miałam wziąć kęs, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Witaj Nanako – to była uśmiechnięta Angelia-sama, cała w skowronkach.
Pomyślałam, no nie, znowu będą kłopoty. Zawsze przy niej są.
-Tak sobie myślałam, że skoro wczoraj cię nie odprowadziłam, to dziś pójdę z tobą do szkoły – powiedziała dziewczyna.
-Skoro chcesz…
Dla mnie Angelia-sama to jedna wielka zagadka. Nie mam pojęcia, jaka jest naprawdę. Ta cała uprzejmość to tylko pozory. Albo na odwrót? Kurcze! Znów o niej myślę!
Szłyśmy koło ulicy handlowej, kiedy z rozmyślań wyrwała mnie dziewczyna.
-Nad czym się tak zastanawiasz? – zapytała Angelia-sama.
-Nad niczym – burknęłam.
I dalej nastała cisza. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać.
-Obraziłaś się na mnie? – wyraźnie czułam zaniepokojenie w jej głosie.
-NIE! – krzyknęłam złośliwie.
-Hmm… - zmieniła ton. – Widzę, że po dobroci nie pójdzie. Mam z ciebie to wyciągnąć siłą czy mi odpowiesz?
-I właśnie o to mi chodzi! – wrzasnęłam na całą ulicę handlową.
-Ciszej…
-Raz jesteś miła, wręcz przesłodzona do bólu! A następnej chwili brzmisz, jakbyś miała wszystkich zabić! Co jest z tobą nie tak!? To, że jesteś…
Nie dokończyłam. Angelia-sama zatkała mi usta i zaciągnęła mnie w najbliższą uliczkę, gdzie nikogo nie było.
-Jeśli obiecasz, że nie będziesz wrzeszczeć, to cię puszczę.
Przytaknęłam i została uwolniona. Ledwo złapałam oddech, bo zostałam przyduszona futrzanym rękawem.
-Może Miku miała racje, jesteś samym kłopotem – burknęła nieprzyjemnie Angelia-sama.
-To może mi wyjaśnisz wreszcie co to za maskarada?
Angelia-sama została przyparta do muru przeze mnie. Nie mogła się już wykręcić, dlatego zaczęła mówić.
-Dobra, muszę ukrywać tym, kim jestem. Bycie innym wcale nie jest takie proste do ukrycia. Przez cały czas kontrolujesz wybuchy gniewu i złości. Cóż począć, taka nasza natura. Dlatego postanowiłam, że będę najbardziej lubianą osobą w szkole. Jest ciężko, ale robię wszystko, by być tą najpopularniejszą uczennicą. I wtedy, gdy ktokolwiek niepowołany dowie się, kim jestem… przecież nikt nie uwierzy, że taka słodka, miła osóbka jak ja może być demonem! Przecież to niemożliwe! – i uśmiechnęła się z ironią.
-Fakt…
-Czasem jednak ta cała „popularność” doprowadza do szaleństwa. Na korytarzu nie mogę przejść bez fali pisków ze strony dziewczyn! Nie mówiąc o tym, jak chłopcy się ślinią na mój widok. To po prostu jest ohydne. Ciągle tylko „Angelia-sama jesteś boska!” albo „Kochamy cię!” I tak bez przerwy. Aż mnie uszy od tego bolą! Ale cóż, nie mam innego wyboru…
-To okrutne! – krzyknęłam. – Bawisz się kosztem ludzi!
-A swoim niby nie?! To co? Mam po prostu wszystkim powiedzieć „Jestem demonem!”? Mam po prostu się ujawnić, żeby mnie na stosie spalili jak jakąś czarownicę?!
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z jednej strony bawiła się ludźmi, lecz nie miała wyboru. Musiała się ukrywać. W końcu nie co dzień spotyka się takie istoty jak ona. Angelia-sama zauważyła moje niezdecydowanie.
-No właśnie – mruknęła. - A tylko komuś piśniesz o tym, to zamorduję, jasne?
-Oczywiście.
Po czym zmieniła wyraz twarzy na słodką Angelię-sama, po czym z uśmiechem dodała:
-A teraz grzecznie pójdziemy do szkoły, co nie?
Przez całą drogę się nie odzywałam do tej demonicy. Nie mogę uwierzyć, że jest aż tak wredną i fałszywą osobą! Po prostu gra pozorami! Wszyscy ją kochają, ale tylko za jej maskę! Co by było, gdyby jednak poznali, kim jest?
Dzisiaj miał się odbyć pokaz mody, w którym byłam modelką. Pomiędzy lekcjami a pokazem było jeszcze mnóstwo czasu na dopracowanie wszystkiego do perfekcji, jednak na jednej z prób brakowało jednej osoby.
-Czemu mi to musiała zrobić! – pytała Kajiyama-san. – Czemu nie ma Angelii-sama!?
Jednak do sali weszła ubrana w śliczną czarno-fioletową koronkową długą suknię z długimi rękawkami oraz z mnóstwem wstążek, a na to woalka. Wyglądała olśniewająco!
-Już jestem! Przepraszam kochanie, że czekałaś – powiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-Nic nie szkodzi Angelia-sama, naprawdę – i wszystko w jednej chwili zostało wybaczone.
Wszyscy patrzyli się na nią jak na najpiękniejszy obraz, po czym przeszła fala pisków ze strony dziewczyn. Faktycznie, była najbardziej podziwiają osobą w szkole. Czemu nikt nie widzi jaka jest naprawdę!?
Jeszcze dziesięć minut dzieliło nas od pokazu mody. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Mając troszkę czasu, postanowiłam wyjść na świeże powietrze i zobaczyć, czy ludzie się już zbierają na pokaz.
Szłam drugim korytarzem, który był pusty (wejście było z drugiej strony) i znalazłam się przy tylnym wyjściu. Stałam przez chwilę sama, dopóki nie zauważyłam wysokiego mężczyznę i drobnej kobiety. Nie widziałam dokładnie, stali w półmroku.
-Myślisz, że to tutaj? – rozmawiali, w ogóle mnie nie zauważając.
-Na pewno – powiedział mężczyzną. – Czuję ich obecność.
-To na co czekamy? Zabijmy ich i miejmy to z głowy!
Ta rozmowa zaniepokoiła mnie bardzo. Próbowałam zignorować, co mówili i spokojnie wrócić. Lecz niestety. Miałam się już oddalić, zostałam zauważona.
-Ej ty! – mężczyzna mnie zaczepił. – Dokąd to?
-Ja… ja na pokaz… zaraz mam…
-Gin, może weźmiemy ją jako zakładniczkę? – zapytała kobieta i spojrzała się na mnie.
W tym momencie zauważyłam, że kobieta ma ostre rysy twarzy, bardziej przypominała faceta niż dziewczynę, do tego zupełnie niepasujące, ciemnego koloru, krótkie kucyki. Miała długi płaszcz do ziemi, cały czarny. Mężczyzna również wyłonił się z cienia. Wysoki, niesamowicie szczupły, ubrany w grubą, ciemnoszarą kurtkę. W ręku trzymał coś na kształt sztyleciku, który żarzył się na zielono.
-Może lepiej nie… ja się śpieszę… - odpowiedziałam. Myśl o byciu czyimś zakładnikiem sprawiła, że przeszła po mnie fala zimna.
-Ale na co nam ona? Nie wiem, jak się postępuje z zakładnikami…
-Mam pomysł – kobieta podeszła do mnie. – Zaprowadź nas do de Merteuil.
-Angelii-sama?
-Tak, do Angelii de Merteuil. Mamy z nią do pogadania – i uśmiechnęła się znacząco.
-Dobrze… - niechętnie się na to zgodziłam, ale musiałam.
Szłam korytarzem, próbując nie podsłuchiwać, co oni mówią… ale rozmowa wyglądała mniej więcej tak.
„-Zaraz, ale nigdy się nie tłukłeś z innym demonem!
-No cóż, pierwszy raz jest najgorszy…
-Ale możesz zginąć!
-Oj tam… nie przesadzaj Naomi.
-Ale słyszałeś o niej, jest silna!
-Nic lepszego się w pobliżu nie trafiło… albo ona, albo nikt!
-Jak chcesz… nie będę szukać twoich szczątków po całej Japonii!”
Mniej więcej coś takiego.
Doszliśmy wreszcie całą kupą do auli, gdzie za minutę rozpoczyna się pokaz. Cała sala była wypełniona z kilkoma wolnymi miejscami na końcu. Aula była dosyć spora, co dawało wrażenie, że wcale nie jest ich tak dużo. Wśród gości siedziało mnóstwo nauczycieli, uczniów oraz kilka osób z spoza środowiska szkolnego. Pewnie bardzo bogaci, skoro byli tak wystrojeni jak na włoski pokaz mody.
-Angelia-sama…- chciałam ją zaczepić, lecz była zajęta. Stała koło modelek i zapinała guziki u jednej z nich.
-Nie teraz Nanako! Jestem zajęta! – burknęła dziewczyna.
-Ale… ci państwo do ciebie… - powiedziałam i pokazałam jej parę demon-mag.
-Jakbym nie miała nic lepszego do roboty – wkurzyła się Angelia-sama i odwróciła się do nas. – Czego?
-My… no ten tego – zaczął chłopak. – Niech Naomi powie!
-Ty tchórzu! Przyszliśmy walczyć! – powiedziała dziewczyna z determinacją.
-Sekunda. Halo? – Angelia-sama odebrała telefon. – Wybacz kochany, ale teraz nie mogę rozmawiać. Zadzwonię, pa! A co do walki – zwróciła się do dwójki i zmieniła ton głosu - Zapomnijcie!
-Ale…
-Angelia-sama! Na scenę! – Kajiyama poganiała czerwonowłosą.
Pokaz oficjalnie się zaczął, a ta dwójka została olana przez Angelię-sama.
-I co teraz? – zapytał chłopak do dziewczyny.
-Polecam iść na występ, są miejsca jeszcze – głupio zaproponowałam, ale chyba mój pomysł im się spodobał.
Po kolei wszystkie modelki wychodziły, a Angelia-sama wszystkich zapowiadała. Jest świetną prowadzącą! Robiła to z taką gracją i stylem. Wszyscy byli zachwyceni jej sposobem prowadzenia!
W końcu przyszła moja kolej, by wyjść na wybieg. Nogi trzęsły się jak galareta, ale nadal się uśmiechałam. Ostatnio zostałam skrzyczana za brak uśmiechu. Szłam niepewnym krokiem, noga za nogą, żeby tylko się nie zaczepić. Na końcu obrót, pozycja, i znów ta sama droga powrotna. Uff, udało się! Nic nie zaczepiłam, nie upadłam, było perfekcyjnie! Bardzo się cieszyłam.
Po jakiś dwóch godzinach pokaz się skończył. Wszyscy wyszli jeszcze raz na wybieg zaprezentować się, po czym razem zeszliśmy ze sceny. Oklaski rozbrzmiewały jeszcze dłuższą chwilę.
-Dobra robota dziewczęta! – powiedziała Kajiyama-san oklaskując modelki. – Świetne byłyście! SUPER!
Angelia wyglądała na wykończoną, a po występie w garderobie, gdzie się przebierałyśmy usiadła na kanapę i odetchnęła z ulgą.
-Wreszcie koniec. To bardziej wyczerpujące niż walka z demonami…
-To jak? Walczymy? – O wilku mowa. Podeszli do nas mag i jego demon.
-Z wami? Błagam, rozwalę was jednym ciosem, nie biję się ze słabszymi. – powiedziała Angelia-sama.
-Ale…
-Słuchaj gnoju! Jeśli chcesz zginąć, powiedz wprost, zrobię to bezboleśnie, ale jeśli życie ci miłe, to lepiej unikaj starszych i doświadczonych demonów! Porozmawiamy aż dorośniesz!
-Gnoju? Przecież ten koleś jest wyższy od ciebie! – zauważyłam.
-Ale młodszy, widać, że gówniarz. Poza tym, bez potrzeby się nie biję. Po co mam denerwować niepotrzebnie Miku? Ona teraz lekcje odrabia, nie lubi, jak się jej przeszkadza.
-Mówiłam Gin, że nici z tego! – powiedziała dziewczyna. – Chodźmy lepiej się wycofajmy z Turnieju, nie ma to dla nas sensu.
-Młoda ma rację. Lepiej spadajcie z stąd, zanim ja wam coś zrobię. – powiedziała nadchodząca do nas Hayami.
-Miku, nie jesteś w domu? – zapytała zaskoczona Angelia-sama odwracając się w stronę dziewczyny.
-Nie, przyszłam na pokaz, bo potem mam napisać z tego sprawozdanie – odpowiedziała i poprawiła czerwone okulary na nosie.
-To my się zmywamy, przepraszamy za kłopot – powiedziała dziewczyna i wraz ze swym demonem odeszła.
-A pro po, pytałam mistrza Turnieju. Otóż nie ma żadnych przeciwwskazań jeśli chodzi o liczbę magów…
Obie się popatrzyły na mnie.
-Co? – spytałam.
-Miku, zajmiesz się jej szkoleniem od jutra – rozkazała demonica.
-Dla ciebie wszystko Angelia-ojosama – powiedziała Hayami i ukłoniła się.
Następnego dnia była sobota, więc mogłam wreszcie się wyspać. Wstałam koło dziesiątej, więc spokojnie się ubrałam w luźniejsze ciuchy i zeszłam na dół. Tam miałam zjeść śniadanie, które miałam sobie przyszykować (mama jak zwykle w pracy). I dzwonek do drzwi. GRRR! TRZECI RAZ W TYM TYGODNIU KTOŚ PRZESZKADZA MI W JEDZENIU ŚNIADANIA!
-Witaj Takashi-san – powiedziała przewodnicząca stojąc na schodkach.
-Hayami…, co tu robisz?
-Po pierwsze, mów do mnie senpai, po drugie Angelia mnie przysłała. W końcu miałam cię szkolić.
-Fakt, zapomniałam… Proszę, wejdź – zaprosiłam ją do środka.
Dziewczyna od razu weszła, zdjęła buty, po czym ze swoją skórzaną teczką wparowała do salonu i przysiadła przy stole, gdzie leżało moje śniadanie.
-Angelia dojdzie później, w międzyczasie wyjaśnię ci parę spraw.
Już się cieszę. Akurat w wolny dzień mi zawracają głowę.
-Sama się dziwię, że Angelia cię nie zabiła od razu. Byłby problem z głowy – powiedziała niemiło. – Ale skoro już cię wkopała, zatem do mnie należy obowiązek wyszkolenia ciebie.
-Dobra, ale w sumie we dwie nieźle sobie radzicie, więc…
-Nie ładnie jest przerywać komuś, kto chce twojego dobra – odparła przewodnicząca poprawiając okulary na nosie. W międzyczasie jej czarna grzywka spadła na oczy, więc wzięła spinkę i ją podpięła.
-Przepraszam – burknęłam i usiadłam naprzeciwko niej.
-W każdy razie, skoro już dowiedziałaś się, że jesteś magiem, trzeba ocenić, jakim.
Wyjęła z torby kartki papieru i długopis, po czym zaczęła zadawać bezsensowne pytania.
-Znak zodiaku?
-Po co ci to? – zapytałam z niezadowoleniem.
-Odpowiedz.
-Baran.
-Grupa krwi?
-A to po co wiedzieć?
-W razie czego, gdybyś wylądowała w szpitalu.
-AB.
-Sprawność fizyczna w skali od jednego do pięciu.
-Eee… jeden.
Przewodnicząca spojrzała się na mnie i odparła spokojnym głosem.
-To do dupy taki mag.
Słucham! Po jaką cholerę zadaje mi takie głupie pytania i jeszcze mnie krytykuje! I obraża!
-Po co ci to wiedzieć wszystko? – zapytałam opanowując złość.
-Muszę cię zaklasyfikować do passive lub active.
-I jak mnie klasyfikujesz?
-Dupnie.
-Ej!
No nie. Moja cierpliwość też ma jakieś granice. A ona chce je wyraźnie przekroczyć.
-Boisz się widoku krwi? – zapytała patrząc się w kartkę.
-To głupie! – w końcu się zdenerwowałam i wstałam z krzesła. – Nie można od razu coś ze mną zrobić!?
Hayami-senpai schowała kartkę, po czym wstała i podeszła do mnie.
-Słuchaj. Jeśli nie chcesz współpracować, to nie. Jeżeli my odkryłyśmy, kim jesteś, nie zdziw się, jak inni też to zrobią. Spotkasz raz demona i nigdy się od ciebie nie odwalą! Magowie nie mają łatwego życia w tym świecie! Albo się przyłożysz do zaklęc albo sayonara! Giniesz.
Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać, co się dzieje. Nie jestem już zwykłą nastolatką, lecz magiem.
Hayami-senpai miała ochotę wyjść, ale gdy otworzyła drzwi, tuż przed drzwiami stanęła z cynicznym uśmieszkiem Angelia-sama.
-Jak idzie wam współpraca? – zapytała wchodząc do domu.
-Nic z niej nie będzie – powiedziała sucho Hayami.
-A może to ty jesteś do niczego?
Jak można tak o kimś mówić!
-Co sugerujesz? – spytała przewodnicząca.
-Że jesteś chorobliwie zazdrosna.
Hayami-senpai oczy się zwęziły, jakby zaskoczona oskarżeniem ze strony Angelii-sama.
Dziewczyna podeszła do mnie, po czym złapała za rękę, obróciła mną i nagle nasze twarze były oddzielone od siebie tylko o centymetry. Czułam jej intensywny zapach perfum w powietrzu, bardzo słodki, po czym zauważyłam, że jej cera jest porcelanowo biała! Jej oczy błyszczały w świetle żarówki. Jej głębokie spojrzenie przeniknęło mnie na wskroś. Jej usta zbliżały się do moich powoli, lecz zdecydowanie, lecz ominęły usta i przyłożyła przy uchu.
Nagle zorientowałam się, że Hayami patrzy się na mnie tak, jakby miała ochotę mnie zniszczyć. Buchało od niej ciepłem, jakby zaraz miała wszystko wokół spalić! Przyuważyłam, że nie kontroluje mocy, ręka zajęła się ogniem, lecz po chwili ją ugasiła, udając, że nic się nie stało.
-Nie mówiłam, że to zazdrośnica? – powiedziała mi na ucho, po czym zaczęła mnie głaskać po włosach.
Faktycznie. Zazwyczaj zachowywała zimną krew, lecz jak ja jestem w pobliżu Angelii-sama…
Nie mogąc na to patrzeć, przewodnicząca po prostu zawróciła się i z trzaskiem zamknęła drzwi. Po tej akcji Angelia-sama mnie puściła.
-No tak. Nie ma to jak zazdrosna Miku – powiedziała z uśmiechem.
-To … to było okrutne! – stwierdziłam, próbując otrząsnąć się z szoku.
-Okrutne? Ty nie wiesz, co to okrucieństwo – powiedziała siadając przy stole. – Poza tym nie wolno brać uczuć nad sprawy Turnieju.
Jak można tak traktować swojego partnera! Sojusznika! To nie ludzkie!
-Dobra, a więc, z czego się zorientowałam, będziesz pasywnym magiem.
-Pasywnym?
-Pocieszę cię, nie będziesz musiała biegać – powiedziała z zadowoleniem Angelia-sama.
-Marne pocieszenie.
-Dobrze, a żeby być pasywnym magiem, trzeba znać zaklęcia obrony, to jes tważne.
Słuchałam z ciekawością, co mi tłumaczyła dziewczyna. Próbowałam jednocześnie przyswoić sobie tą wiedzę. Lecz język, jakim się posługiwała był dla mnie za trudny. Nie mogłam nic zrozumieć, jakby mój umysł był przegrzany od ciągłego myślenia. Za dużo informacji!
Nagle wyłączyłam się ze słuchaniem, próbując ogarnąć, co wcześniej powiedziała demonica. Z tego analizowania wyrwało mnie coś niespodziewanie…
-Łap!
-Że co?! AAA!
Oberwałam czerwoną wstęgą światła, która mnie odepchnęła wraz z krzesłem na parę metrów, po czym zatrzymałam się w kuchni na ścianie.
-Wiedziałam, że nie słuchasz – burknęła Angelia-sama. – Inaczej byś się obroniła.
-Ej! Nigdy nie miałam do czynienia z magią! Nie przesadzasz aby atakując mnie?
Angelia-sama przekręciła oczami.
-Wiesz co? W twoim przypadku praktyka będzie lepsza niż teoria, dlatego też przez noc musisz opanować pewną umiejętność.
-Jaką?
-Telekinezę.
Po czym czerwonowłosa wyciągnęła rękę przed siebie i poczułam wtedy, że unoszę się nad ziemią. Moje nogi dyndały się w powietrzu, a ja spanikowana zaczęłam krzyczeć. Wysokość to mój najgorszy wróg.
-OPUŚĆ MNIE! MAM LĘK WYSOKOŚCI! PROSZĘ!
-Jak sobie życzysz – powiedziała złośliwie, upuściła rękę i bach! Upadłam prosto na tyłek.
-To było niegrzeczne!
Angelia-sama zaczęła się ze mnie śmiać, po chwili jednak opanowała się.
-Dobra, dobra, do jutra masz opanować tą zdolność. Jeśli tego nie zrobisz… będę musiała cię zabić.
Uśmiechnęła się do mnie z zadowoleniem, jakby dręczenie mnie to była największa przyjemność w jej życiu.
-Ale już późno! – krzyknęła odmienionym głosikiem - Przecież muszę się zająć sprzedażą sukienek! Pa skarbie!
Pożegnawszy się wyszła z domu.
Teraz to naprawdę mam wątpliwości, czy nadaję się na maga. Mój biedny móżdżek nie radzi sobie z tym. Nie ma szans, na pewno to jest pomyłka, że jestem magiem! Przecież nigdy nie czarowałam! Spojrzałam na swoje ręce, po czym wyciągnęłam je w kierunku stołu. Pomyślałam „rusz się kupo drewna!”, lecz nic. Intensywnie w to wierzyłam, że się ruszy. Jednak nic. Stałam, patrzyłam się na stół, znów spróbowałam. No dalej! I mam to coś opanować do jutra!? Powodzenia! Zwątpiłam w tym momencie.
Usiadłam na kanapę, po czym chyba zasnęłam.
