Mam mętlik w głowie
O 15.30 skończyły się wszystkie lekcje, więc jak tylko spakowałam torbę, nie zdążyłam jej nawet wziąć do ręki, a już podeszła do mnie sąsiadka z ławki.
-Idziemy! – Kajiyama-san zabrała mnie ze sobą i zaciągnęła do pokoju teatralnego.
-Puszczaj mnie w końcu! – krzyknęłam, gdy drzwi otwarły się, a zza nich wychyliła się twarz Angelii-sama.
-A jednak się zdecydowałaś przyjść, zapraszam – zaprosiła nas dziewczyna obdarowując jednocześnie przepięknym uśmiechem.
-To nie tak… - oczywiście nikt mnie nie słuchał. Zostałam wepchnięta do małej, ciasnej salki.
Salka była nieduża, lecz bardzo pojemna. Mnóstwo strojów leżało na stoliku, kilka wisiało na drążku, jeszcze kilka było zawieszonych na stojącym po środku lustrze. Ciemne zasłony nie dopuszczały światła, za to wszystko oświetlały profesjonalne lampy sceniczne. Stroje wyglądały dosyć dziwacznie, w stylu…
-Ależ te stroje są cudowne! - … właśnie, w stylu Kajiyamy-san.
-Tak jak chciałaś, dziewczyny od kostiumów je uszyły, wszelkie poprawki kieruj do nich. – powiedziała z uśmiechem Angelia-sama.
-Lepiej nie mogły wyjść! – dziewczyna była zachwycona.
-Zaraz… Ty projektowałaś te stroje? – zapytałam zdziwiona.
-A coś ci nie pasuje? Oczywiście, że ja! – zawołała triumfalnie Kajiyama-san.
-Ja pomagam znaleźć modelki i prowadzę pokaz – dodała Angelia-sama.
-To dlatego chciałaś, bym w nim wystąpiła.
-Naturalnie!
I że niby ja mam w tym wystąpić? Chyba spalę się na scenie ze wstydu jak to włożę!
Jest tu coś, co mi nie pasuje. Dwa odmienne style: elegancka i stylowa Angelia-sama, a z drugiej strony dziwaczna i nieprzeciętna Kajiyama Katsumi. To nie jest normalne…
-O czym myślisz? – z moich rozmyślań wyrwała Angelia-sama.
-Tak w ogóle, to zastanawiam się, z skąd pochodzisz, bo nie jesteś Japonką.
-No tak, kochanie, nie przedstawiłam się! – przypomniała sobie dziewczyna. – Jestem Angelia de Merteuil. Przyjechałam tutaj z Francji.
-Z Francji?
-Oui. Z samego Paryża.
-Niesamowite – stwierdziłam. Nigdy wcześniej nie spotkałam nikogo z tego miasta miłości. Ba, w ogóle z za granicy!
-To co? Przymierzamy ubrania? – zapytała zniecierpliwiona Kajiyama-san.
-Oczywiście, Katsumi.
Zaczęłyśmy od zakładania mi wściekle żółtej sukienki, z wyciętymi plecami i nieregularnymi rękawami, obszytej niebieską koronką i różowymi dodatkami. Pasowała jak ulał, ale sam styl mnie odrzucał.
Następnie była ciemnozielona z fioletowymi pasmami tkaniny poprzeplatana srebrnymi szczątkami materiału, a dół tej sukienki był postrzępiony. W ogóle się zdziwiłam, że ktoś łączy fiolet z zielenią. Dwie następne to krzykliwe, czerwone sukienki obszyte białą koronką, jeszcze inne były w odcieniu morskim połączone z śliwkowymi akcentami w kształcie niby kwiatowym. Kolejne suknie również miały szalone połączenia kolorów i stylów, lecz wszystko do siebie nieźle pasowało. Z każdą sukienką zauważyłam, że ten oryginalny jak na mnie styl nawet nawet pasował. Z każdą sukienką przekonywałam się do tych ekstrawaganckich strojów.
Po jakiejś godzinie spędzonej na samym przymierzaniu…
-Angelia! – usłyszałam ostry, niski głos.
Wszystkie się obróciłyśmy i zobaczyłyśmy przewodniczącą. Wysoka na metr osiemdziesiąt, miała krótkie, czarne włosy, grzywkę ściętą na wprost. Jej charakterystyczną cechą były czerwone okulary, które co raz poprawiała, jakby już nie mogły się utrzymać na nosie. Patrzyła na Angelię-sama świdrującym wzrokiem, jakby miała jej zaraz krzywdę zrobić.
-Tak skarbie? – zapytała słodko dziewczyna.
-Znów się bawisz zamiast zajmować się tym, co ważne.
Wzrok Angelii-sama stał się inny, wściekły, jakby miała ją zamordować. Uśmiechnęła się ironicznie, zupełnie przeraziłam się jej wyrazu twarzy. Zaczęła podchodzić do przewodniczącej.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! – powiedziała chłodnym, nieprzyjemnym głosem – Oj, przepraszam kochane, ale muszę na chwilę was opuścić – przeprosiła już normalnym głosem odwracając się do nas. – Spotkamy się jeszcze jutro, aby dobrać dodatki. Do zobaczenia po lekcjach!
Tymi słowami pożegnała nas i odeszła. Jeszcze przez moment czułam na sobie zdenerwowany wzrok przewodniczącej, lecz ona również szybko się ulotniła.
-Co to było…? – zapytałam zszokowana.
-Menda Hayami! Zawsze musi coś zepsuć! – krzyknęła z oburzeniem Kajiyama-san i pokazała język w stronę drzwi.
-Hayami?
-Hayami Miku. Dziewczyna Angelii-sama.
-ZARAZ! Ona… jest jej dziewczyną? – zaskoczona byłam i to mocno.
-Nie wiem, jak jest naprawdę, ale skoro mieszkają razem… poza tym słyszałaś jak się Angelia-sama odzywa do Hayami? – zwróciła uwagę dziewczyna.
-To nic nie znaczy. Do mnie mówi kochanie. To po prostu z uprzejmości. – zasugerowałam i zaczęłam zdejmować fioletową suknię.
-Szkoła aż huczy o nich, ale może masz racje. Kto by chciał być z taką wredną, chamską, nienormalną, nieludzką…
-Dobra, zrozumiałam – burknęłam. – Lepiej będzie, jak wrócę do domu.
-Ja również. Do zobaczenia jutro!
Jestem wykończona! Jest dopiero 17, a ja czuję, jakbym harowała od rana do nocy. Jeszcze muszę po ciemku wracać. Nie dość, że pierwszy raz wracam do nowego domu w ciemnościach, to jeszcze czułam się całkiem niepewnie. Puste uliczki sprawiały, że miałam gęsią skórkę. Ciemno, zimno, pusto… Tylko słychać było przejeżdżające równoległą ulicą samochody. Było bardzo spokojnie. Ciemne zaułki potrafią przestraszyć.
Nastała niepokojąca cisza. Taka jak cisza przed burzą. Wyraźnie coś się szykowało, było za spokojnie w okolicy. Wszystko jakby wokół zamarło, jedynie lampa mętnym światłem oświetlała uliczkę. Usłyszałam tylko brzęczenie żarnika w żarówce.
Nagle świst koło mojego ucha! Przeleciało coś tuż obok mnie i trafiło w śmietnik koło lampy. Odwróciłam głowę. Ujrzałam zakrwawionego mężczyznę, leżał na workach ze śmieciami. Podbiegłam do niego, zaczęłam budzić, niestety, nieprzytomny.
-Wiedziałam. To twój demon.
Tylko zdążyłam wstać, a ktoś złapał mnie za gardło przypierając do muru. Jedną ręką! To boli! Ledwo otworzyłam oczy, ujrzałam znajomą twarz. HAYAMI MIKU! Dlaczego… co ja jej… duszę się!
-Zostaw ją! – usłyszałam znajomy głos.
Z cienia wyłoniła się znana mi sylwetka, te czerwone włosy, lecz oczy… płonęły czerwienią. W dłoniach trzymała dwa ogniste wachlarze, połączone ze sobą łańcuchem. Strój miała gotycki, długa czarno-czerwona spódnica, czarny gorset, całość ozdabiała czerwona róża. Angelia-sama!
-Ale… to ona jest z tym demonem – zasugerowała z oburzeniem przewodnicząca.
Angelia-sama podeszła do mnie i dokładnie jak podczas pierwszego spotkania, przyłożyła mi rękę do twarzy. Wokoło rozbłysło światło, zaczęło ze mnie wypływać ciepło, po czym ujrzałam czerwoną wstęgę wychodzącą prosto z mojej klatki piersiowej. Czerwonowłosa zdjęła dłoń z policzka, po czym złapała za koniec wstęgi.
-Co do licha… – zdążyłam wymamrotać, lecz zostałam zignorowana. Po moim ciele przechodziły ciarki, bałam się okropnie, nie byłam w stanie zawołać o pomoc, ruszyć się, kompletnie nic! Stałam jak kołek i patrzyłam, jak dziewczyna ogląda wstęgę.
-Nie jest z nikim połączona, widzisz?
-Więc z kim jest ten koleś? – zapytała Hayami i pokazała palcem na śmietnik, lecz nikogo już tam nie było.
-MAM CIĘ! – mężczyzna jakby z nikąd wyłonił się tuż przy Angelii-sama, lecz ta szybko zamknęła wachlarz i jak sztylet wepchnęła go prosto w jego serce.
-Die – powiedziała dziewczyna.
Mężczyzna staną w płomieniach i błyskawicznie zamienił się w kupkę popiołu, którą po ulicy rozwiał wiatr.
-Drugi dziś, zostało około dwunastu – rzekła Angelia-sama.
Kogo, czego zostało? Czy ona właśnie zabiła kogoś? To morderca? CO JA TU ROBIĘ?!
-Dobrze, ale co zrobimy z tym magiem?
Jakim znowu magiem?
-Po pierwsze, to ją puść.
Hayami od razu posłuchała jej i zabrała swą rękę. Odzyskałam normalny oddech, lecz od razu zakręciło mi się w głowie i upadłam na kolana.
-Po drugie, to ciekawe, że mamy ten sam kolor wstęgi.
-To znaczy, że można mieć więcej niż jednego maga? – zapytała zaskoczona przewodnicząca.
-Naprawdę nie wiem… Zapytam Halamoa. Poza tym nie mam pojęcia, czy Nanako będzie zainteresowana współpracą.
Po tych słowach spojrzała na mnie. Ujrzałam krwistoczerwone oczy, które płonęły, lecz gdy mrugnęła, zmieniły swój kolor na zwyczajny brąz. Jej wachlarze zniknęły w kłębach ognia. Strój zmienił się na modne futro przykrywające mundurek szkolny. Wyglądała tak samo, jak wtedy, gdy na nią wpadłam pierwszy raz.
A ja patrzyłam się nadal na nią, kompletnie nie wiedząc, co mam zrobić. Uciekać? Zostać? Zabiją mnie? Może nie? Pytania kłębiły się w moim umyśle, wszystkie myśli krążyły wokół jednego. Co ja tu robię?! Przerażenie wzięło górę. Ruszyć się nie mogłam ze strachu! Siedziałam i miałam ochotę zacząć płakać.
Nagle Angelia-sama do mnie podeszła i podała mi rękę, żeby pomóc wstać. Widziała moje przerażenie, lecz dodała:
-Nie musisz się mnie bać kochanie, nic ci nie zrobię – powiedziała zwyczajnym, słodkim głosem.
Po czym dotknęła mojej dłoni.
-NIE!!!
Krzyknęłam na cały głos i jaskrawoczerwone światło rozbłysło wokół mnie. Było gorące, parzące wręcz, czułam, jak płonęłam! Jednocześnie to światło odstraszyło Angelie-sama, która kompletnie zaskoczona odskoczyła aż na płot i przyglądała się temu zjawisku.
-Tyle energii, niemożliwe! – powiedziała dziewczyna.
Całą sytuację przerwała jednak Hayami, która jakimś cudem, pomimo światła, przedostała się do mnie i uderzyła mnie prosto w twarz! AŁA! Oberwałam tak mocno, że wylądowałam parę metrów dalej. Światło znikło, a wraz z nim to nieprzyjemne ciepło. Za to pozostał ból szczęki i wszystkich kości od upadku. Nie dałam rady się w ogóle podnieść. Ledwo otworzyłam oczy, krew wypływała z moich ust. Czy tak mam umrzeć? Co się ze mną stanie!?
-Miku, jak zwykle przesadzasz! – krzyknęła Angelia-sama. – I niby kto tu jest demonem!
-Wybacz, ale ona mogła cię…
-Zamknij się! – i z nikąd pojawił się wachlarz w jej ręce, który przyłożyła prosto do gardła Hayami.
Dziewczyna ani trochę się nie przejęła tym.
-Ładnie, próbujesz zabić swoją sojuszniczkę, by ratować jedno nędzne życie. Faktycznie, jesteś marnym demonem – powiedziała nadzwyczaj spokojnie.
Angelia-sama była tak zdenerwowana, lecz wachlarz z jej dłoni zniknął, po czym upuściła rękę.
-Angelia, jeśli pozwolisz, zajmę się nią… - zaproponowała Hayami, a ja w duchu modliłam się, by dziewczyna na to się nie zgodziła.
-Rób z nią co chcesz! – powiedziała na odczepnego złowrogim głosem Angelia-sama.- Jeszcze oberwiesz za swoją niesubordynację!
Po czym odwróciła się i odeszła.
Tylko tyle zdążyłam ujrzeć, zanim całkowicie nie utraciłam świadomości…
Czy to był sen? Jawa? Nie, niemożliwe, żeby taka Angelia-sama była… DEMONEM?
Zerwawszy się z łóżka podbiegłam do swojego wiszącego lustra w pokoju. Nie było śladu ran, żadnej krwi, wszystko wyglądało normalnie. Sprawka Hayami? Nie, po prostu to był tylko sen. Pewnie wróciłam normalnie do domu, pewnie nic się nie stało… Tak, tak, jestem tego pewna. Nic się nie wydarzyło!
Ubrałam się w wyprasowany mundurek, założyłam kapcie i poszłam od razu na dół na śniadanie. Mama zdążyła już wyjść do pracy, zostawiła mi bento do szkoły i coś na ząb przed wyjściem. Usiadłam przy stole i od razu sięgnęłam po masło czekoladowe. Zaczęłam smarować bułki kremem, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Gość? Przecież nikt nie wie ze szkoły, gdzie ja mieszkam.
Otworzyłam drzwi, a za nimi…
-A-A-Angelia-s-s-sama!!!? – krzyknęłam z przerażeniem.
-Witaj Nanako, mogę? – zapytała słodkim głosem, lecz gdy spojrzałam w oczy… płonęły.
-ODEJDŹ TY… TY DEMONIE! – krzyknęłam na cały głos i próbowałam zamknąć drzwi przed jej nosem, niestety, przyblokowała je swoim butem.
-Ech, kochanie, nie można tak traktować gości! – burknęła z niezadowoleniem Angelia-sama.
Zostawiłam drzwi i uciekłam na górę, po czym zabunkrowałam się w pokoju. Zastawiłam drzwi szafką, krzesłem, biurkiem, wszystkim, co miałam pod ręką. Usiadłam na łóżku i zasłoniłam uszy rękoma.
-Nanako? Jesteś tam? – usłyszałam za drzwiami wołanie dziewczyny.
-ZOSTAW MNIE! PRZYSZŁAŚ MNIE ZABIĆ! JESTEM TEGO PEWNA!
-Zabić? – zza drzwi dobiegł mnie delikatny i subtelny chichot. – Nie przyszłam nikogo zabijać.
-To po co przyszłaś?
-Otwórz, to ci powiem – zaszantażowała mnie dziewczyna.
Jakoś nie przekonała mnie do otworzenia drzwi.
-A jeśli ich nie otworzę?
Nagle dostukiwanie się do drzwi ustało. Nasłuchiwałam, co się dalej stanie. Wtedy zauważyłam kątem oka, że krzesło, które stało przy drzwiach zaczęło się poruszać, potem biurko odsunęło się. Co robić?! Tylko szafka stoi jej na przeszkodzie!
Nie myśląc wiele, otworzyłam balkon i chwyciłam się obok kratki do winorośli, po czym zaczęłam schodzić na dół. Zeskoczyłam z niej i zaczęłam biec wzdłuż ulicy. Nie oglądałam się za siebie, wiedziałam, że mnie zaraz złapie.
Skręciłam w boczną ulicę i natknęłam się na Kajiyamę-san. A dokładniej rzecz biorąc…
-Uważaj jak biegniesz! – wpadłam na nią… - Pali się czy co?
-Goni mnie demon! Ratuj mnie! – krzyknęłam, po czym próbowałam się podnieść.
-Demon? Jaki znów demon?
Zza rogu wyłoniła się Angelia-sama wraz z moim plecakiem.
-Nanako, zostawiłaś swój plecak i bento w domu – powiedziała z uśmiechem dziewczyna. – Przyniosłam ci, żebyś się nie zawracała.
-Fajny ten twój demon! – zaczęła się śmiać ze mnie Kajiyama-san.
-Ale mówię poważnie! – spojrzałam na Angelie i ujrzałam zwykłą dziewczynę, o pięknym uśmiechu i niezwykle emanującej uprzejmości. I niby ona jest krwiożerczym demonem!? Fakt, chyba mi się przewidziało coś.
-Katsumi, słońce ty moje, możesz iść przodem? My cię dogonimy.
-Jeśli chcesz porozmawiać z naszą modelką, to nie ma sprawy – odpowiedziała Kajiyama-san i poszła przed nami.
-Nie zostawiaj mnie z nią! – krzyknęłam, lecz dziewczyna mnie nie usłyszała.
Chciałam pobiec za nią, lecz poczułam, jak coś mnie złapało za rękę i owinęło wokół nadgarstka. Był to łańcuch z przyczepionymi wachlarzami, którego koniec trzymała Angelia-sama.
-Teraz mi nie uciekniesz – powiedziała dziewczyna w sposób bardzo złowrogi, aż odechciało mi się od niej uciekać.
