Nowa szkoła, nowi znajomi i…
Ciężko jest wstać po feriach i wrócić do szkoły. Zwłaszcza, że zaczynam nowy tydzień w zupełnie dla mnie nowej szkole w Tokyo. Boję się tam iść, spotkać nowych ludzi. Nie lubię zbytnio nowych miejsc, gdzie wszystko jest takie… obce? Tak, obce.
Po tym, jak ledwo wygrzebałam się z łóżka, postanowiłam otworzyć okno, po czym na szybkiego przebrałam się w mundurek nowej szkoły leżący na biurku i zeszłam na dół. No tak, poza mną w domu nikogo nie było, został jedynie list od mamy, która wyszła do pracy. Bento (patrz wikipedia :P) jest w lodówce. Świetnie.
Jakieś dziesięć minut trwało, zanim się rozbudziłam, zrobiłam sobie śniadanie i je zjadłam. Siedząc przy stole rozmyślałam, co mnie dziś spotka. Trudno jest się zaklimatyzować w nowym domu, nie mówiąc już o szkole. Ale cóż, muszę zostawić rozmyślania na bok. Czas iść przecież do szkoły.
Całą drogę myślałam, co mnie czeka w nowej szkole. Może fajni znajomi? Może chłopak? A po chwili przychodziły pesymistyczne obrazy. Może nikt mnie nie polubi? Jestem w końcu… jak to ująć… nudną osobą. Idąc, podziwiałam zimowy krajobraz lutego. Tokyo wygląda zupełnie inaczej niż Osaka. Jest dużo tłoczniej. I ten zapach spalin, fuj!
Po pół godzinie wreszcie dotarłam do szkoły. Z wyglądu, nic nadzwyczajnego, taka sama jak w Osace, jednak w środku odpicowana, białe ściany, elegancki hol, szatnia, wszystko pachniało nowością. Typowa japońska szkoła. Trochę jednak pusto było na korytarzach i w całym budynku. Nikogo w polu widzenia. Szybko zmieniłam obuwie, zostawiłam kurtkę na wieszaku i weszłam dalej w głąb.
Im dalej byłam, tym większe miałam obawy dotyczące tego, co mnie spotka. Czułam się jak w filmie, sama idąc ciemnym korytarzem. Po chwili…
-Co ty tutaj robisz? – zapytał mnie ktoś z tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę, który był prawdopodobnie woźnym szkoły. Niewysoki, wąsaty, ubrany w podarte spodnie robocze, flanelowa koszula. Prawdziwy, typowy woźny.
-Ja-ja przyszłam do Akatsuki-sensei. Jestem nowa i miałam się zgłosić do niej przed lekcjami.
-No tak, ale nie aż dwie godziny przed zajęciami!
DWIE GODZINY!? Głupi zegarek! Wiedziałam, że go nie przestawiłam!
-Jednak znając Akatsuki-sensei, powinna przyjść za jakieś – zerknął na zegarek – pół godziny. Usiądź pod pokojem i poczekaj na nią.
-Dziękuję – uśmiechnęłam się do pana i poszłam pod pokój.
Nie dłużej niż dwadzieścia minut dalej ujrzałam kobietę, wysoką, szczupłą jak drążek autobusu, ubraną w szarą, ołówkową spódnicę i białą bluzkę z bufkami, niosła ze sobą wielką brązową skórzaną torbę, a w rękach jakieś papiery. Nauczycielka od razu mnie zauważyła, podeszła do mnie i z uśmiechem zagadała.
-O, to pewnie Takashi Nanako-san, jak się nie mylę – powiedziała nauczycielka grzebiąc ręką w papierach.
-Zgadza się – odpowiedziałam.
-Dziwię się, że jesteś tak wcześnie – zauważyła zerkając na zegarek. – Za półtorej godziny są dopiero lekcje.
-Tak, wiem, ale bałam się, że nie dotrę na czas – skłamałam. Tak naprawdę to nie zauważyłam, że jest tak wcześnie, bo słońce bardzo późno wstaje. Zazwyczaj ostatnio zawsze jest ciemno, gdy wychodzę. No co! Każdemu może się pomylić, geez.
-Dobrze, zapraszam na rozmowę.
Pogawędka z Akatsuki-sensei była dosyć długa. Nauczycielka bardzo się rozgadała, rozmawiałyśmy na wszystkie możliwe tematy. Pytała mnie o rodzinę, o przeprowadzkę, nawet o moje marzenia i aspiracje, bardzo miło rozmawiało się z nią. Nie wiedziałam, że nauczyciele potrafią tak się przejmować uczniami.
Rozmowę przerwał dzwonek.
-To już tak późno? No cóż, to chodź ze mną, przedstawię cię klasie.
Po tych słowach wyszłyśmy z pokoju nauczycielskiego i pomaszerowałyśmy do klasy 1-B.
Weszłam do sali, a tam wszyscy już zajęli swoje miejsca. Było tylko jedno wolne, na samym końcu. Nie lubię miejsca na końcu, ponieważ przez to, że byłam dosyć wysoka, musiałam zawsze tam siedzieć. Przez to byłam rozdzielana od moich znajomych na odległość kilku ławek. Ciekawe, czy tym razem też tak będzie…
-Witajcie – powiedziała nauczycielka i położyła dziennik na biurku.
-Dzień do-bry – klasa w zgodnym chórze krzyknęła, po czym usiadła i zaczęły się rozmowy.
-Cisza! Chciałabym przedstawić wam Takashi Nanako-san. Przywitajcie nową uczennicę.
-Witaj Takashi-san!
-D-dobry! – ukłoniłam się. – P-proszę się mną zaopiekować!
-A teraz Takashi-san, proszę usiądź na wolnym miejscu.
Powoli ruszyłam w stronę ławki, czułam na sobie wzrok wszystkich, słyszałam szepty na swój temat (zwłaszcza od chłopaków) i w ogóle. Czułam się bardzo niepewnie idąc i być w centrum uwagi. Starałam się być ponad to wszystko, jednak gdy usiadłam koło pewnej dziewczyny…
-Dziwna jesteś – powiedziała prosto z mostu.
I kto to mówi?! Sama ma rude włosy z fioletowymi pasemkami, mnóstwo spinek na głowie, mocny makijaż z gryzącymi się kolorami, na dokładkę jeden but miała czerwony, drugi niebieski, a żeby tego jeszcze brakowało, miała ŻÓŁTE skarpetki do tego! ŻÓŁTE! Dziwoląg! Tak się ubierać do szkoły!?
-Czemu tak sądzisz? – burknęłam niemiło.
-Masz skarpetki nie do pary, rozczochrane włosy i na dokładkę coś między zębami.
Słucham!? Fakt, że nie uczesałam się przed wyjściem, i możliwe że nie mam dopasowanych skarpetek, ale żeby jeszcze mi w zęby patrzeć?!
Od razu zaczęłam grzebać w zębach, dzięki czemu klasa miała na moment niezły pretekst do śmiania się.
-CISZA! – nauczycielka odwróciła się od tablicy.
Wszyscy umilkli.
-Tak w ogóle, to jestem Kajiyama Katsumi. Możesz mi mówić Katsu-chan, jak reszta mojej paczki.
Chyba w snach!
-Jeśli chcesz, zapoznam cię z najbardziej fajowymi osobami w tej szkole, poza tym lubię nieprzeciętne osoby
– i uśmiechnęła się do mnie bezczelnie.
Na chwilę odwróciłam wzrok, by zobaczyć, kto siedzi po drugiej stronie mnie. Zobaczyłam chłopaka, nieco tęższego, który robił kulki z papieru i rzucał nimi w stronę innych kolegów. Dziecinada. Nie wypada w liceum tak się bawić.
-To Okabe Shingi-kun. Rzuca papierek do klasowego kujona Takady-sana.
-Sensei! Okabe-kun znowu rzuca we mnie papierkami! – zwrócił uwagę Takada.
-Skarżypyta! – krzyknęła Kajiyama-san.
-Uspokójcie się natychmiast! – Akatsuki-sensei była na skraju załamania. – Okabe-san, natychmiast przeproś Takadę-sana, a reszta niech nie korzysta z tego zamieszania! Zobaczycie, jak będziecie wszyscy mądrzy na teście, jaki wam zrobię na przyszłej lekcji!!!
Wszyscy umilkli.
-No, czekam na przeprosiny…
-Prze… przepraszam. – burknął Okabe.
-A teraz wracamy do lekcji. Zapisujemy następną reakcję chemiczną z kwasem.
Siedziałam i notowałam wszystko, jednocześnie obserwując klasę i ich zwyczaje, zachowania. Chłopcy między sobą o czymś rozmawiali, jeden czytał magazyn o sporcie, inny jakąś mangę, dziewczyny plotkowały, może z dwie uważały na lekcji, ale reszta miała nauczycielkę w głębokim poważaniu. Nieładnie. Kajiyama-san z kolei siedziała i żuła gumę, po czym wypluła ją i przykleiła od spodu do ławki.
-Co ty robisz? – spytałam.
-To, co widzisz. Nie bądź taka sztywna Nanako-chan.
Nanako-chan? Przepraszam, kto ci pozwolił mówić mi po imieniu? Toż to naruszanie mojej prywatnej przestrzeni!
Zanim coś powiedziałam, spotkałam się ze wzrokiem nauczycielki.
-Takashi-san, proszę nie rozmawiać – poprosiła nauczycielka, która przerwała właśnie pisanie pewnej reakcji.
-D-dobrze.
Wróciłam do pisania notatki.
Wreszcie minęły lekcje z przedmiotów ścisłych i rozpoczęła się przerwa obiadowa, na której można spokojnie obserwować zachowanie klasy. Wszyscy zachowywali się jak bachory! Dosłownie! Zwłaszcza chłopcy grający w karty na ławce Okabe. Co raz widziałam, jak chłopak patrzył się na mnie ukradkiem, jakby próbował coś do mnie powiedzieć, zaczepić… Dziwny jakiś. Dziewczyny z kolei rozmawiały i co raz chichotały. Denerwujący to dźwięk dla moich uszu. W sumie szkoła baaardzo się różni od mojej poprzedniej. Tam przynajmniej był jakiś poziom, a tutaj?
Chciałam jeszcze poobserwować zwyczaje „dzieci” z klasy, lecz niestety, mój plan spalił na panewce. Poczułam szarpnięcie za rękę i zostałam porwana przez Kajiyamę-san.
-Muszę cię przedstawić mojej paczcie! Idziemy!
Pociągnęła mnie za sobą, przez cały korytarz, wpadając co raz na ludzi. Wreszcie szturchnęła jakąś wysoką dziewczynę w okularach.
-Uważaj, jak chodzisz – powiedziała niskim, nieprzyjemny głos, pełen wrogości.
-P-przepraszam przewodnicząco – przeprosiła grzecznie Kajiyama-san, ukłoniła się i bardzo szybko oddaliłyśmy się. - Szybciej, zanim nas zje ta wredna menda! – powiedziała do mnie i przyśpieszyła.
Wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie na boisku rozgrywał się jakiś mecz między chłopakami.
-Ej! Patrz, jak podajesz Fukuzawa-kun! – krzyknął jakiś chłopak.
-To nie ja mam zeza i nie odbieram! – odpowiedział drugi.
-Dzieciaki, spokój! – krzyknęła Kajiyama-san wchodząc na boisko i przerywając grę. – Chcę wam przedstawić Takashi Nanako-chan.
Od razu pierwszy chłopak odrzuciwszy piłkę z rąk, podszedł do mnie. Od razu spodobały mi się jego dłuższe włosy i piękne, brązowe, duże oczy. Miał ostre, męskie rysy twarzy, lecz bardzo łagodne spojrzenie.
-Cześć ślicznotko – przywitał mnie.– Fukuzawa Saito jestem, miło mi – i pocałował w rękę.
-Pseudo romantyk i łamacz serc, więc nie traktuj jego słów poważnie – szepnęła do mnie Kajiyama-san.
Po dłuższej chwili poznałam nazwiska wszystkich z jej bandy. Oczywiście połowy nie zapamiętałam.
-Takashi-san? Znasz się na piłce nożnej? – zapytał Fukuzawa.
-Eee… mogę wam pokibicować – uśmiechnęłam się uprzejmie.
Nie jestem osobą wysportowaną, wolę trzymać się w sportach z daleka. Zwłaszcza grupowych.
-Jak chcesz. Chłopaki, gramy!
Wszyscy chłopcy pobiegli w stronę boiska, a ja z Kajiyamą-san zostałyśmy, więc usiadłyśmy na ławce. Dziewczyna wyjęła swoje bento z torby. Było bardzo estetycznie zrobione, pachniało apetycznie. Nagle zauważając mój maślany wzrok, zapytała.
-Chcesz trochę?
Burczało mi w brzuchu, ale odmówiłam.
Po chwili patrzenia bezsensownego na to, jak dziewczyna pochłania swoje jedzenie, postanowiłam wrócić do sali po swoje.
-Ja idę po swoje bento, zaraz wrócę.
Poszłam w kierunku szkoły. Po drodze spotkałam kilka dziwnych osób, pewnie z kółka teatralnego, bo byli dosyć oryginalnie ubrani. Również nie brakowało „normalnych” uczniów naszej szkoły. Rozglądając się, zauważyłam na ścianach mnóstwo pucharów zdobytych w przeróżnych dyscyplinach sportu. Mają czym się chwalić. W pewnym momencie…
-Przepraszam! – ukłoniłam się przed osobą, na którą wpadłam.
Wszyscy wokół zatrzymali się, zaczęli patrzeć, komentować jakbym zrobiła komuś największą krzywdę. Usłyszałam coś w stylu „Patrz! Ona wpadła na Angelię-sama! Niewybaczalne!”
-Nic nie szkodzi – odpowiedziała dziewczyna.
Wyprostowałam się i ujrzałam niesamowicie piękną dziewczynę o ślicznych, kręconych, czerwonych włosach, pięknych piwnych oczach i urodzie wręcz boskiej! Nigdy wcześniej nie zobaczyłam w Japonii równie ślicznej dziewczyny! I jeszcze ten zapach perfum w powietrzu! Przepiękny!
Przez chwile nasze oczy spotkały się na jednej linii, patrzyłyśmy na siebie wzajemnie. Poczułam, jakby co mi w środku świdrowało, koło serca. Ten wzrok był hipnotyzujący i paraliżujący zarazem. Po chwili takiego wpatrywania i szumu wokół nas, dziewczyna wyciągnęła do mnie rękę, położyła ją na twarzy i zaczęła badawczo ją oglądać.
Dziewczyny pisnęły z wrażenia, a chłopcy oburzyli się.
-C-coś nie tak? – zapytałam.
-Masz bardzo ładną buzię… W ogóle jesteś ładna. – i dalej mnie oglądała.
Po sekundzie zorientowała się, że to nie na miejscu.
-Ojej, przepraszam kochana! Ja po prostu szukam kogoś do pokazu mody na przyszły tydzień! – i opuszczając rękę uśmiechnęła się serdecznie.
-Ja… i pokaz mody?
O nie, nie, nie, nie, NIE! Nie nadaję się na modelkę! Jeszcze się potknę i w ogóle!
-Nadajesz się idealnie! – zapewniała dziewczyna.
-Wybacz, ale będę musiała odmówić…
Czerwonowłosa posmutniała.
-Jeśli zmienisz zdanie, to przyjdź po lekcjach do pokoju teatralnego, tam pokażę ci stroje, w których mogłabyś wystąpić.
Po tych słowach dziewczyna położyła mi rękę na głowie i pogłaskała mnie delikatnie, po czym odeszła.
Stałam przez chwilę oszołomiona i zastanawiałam się, co to było. Gdyby nie to, że rzuciły się na mnie dziewczyny z klasy, dalej bym stała w tej samej pozycji.
-Jak to jest zostać pochwalonym przez Angelię-sama? – zapytała piszcząc jedna.
-Usłyszeć komplement od Angelii-sama, coś cudownego! – krzyknęła druga.
-Ale masz szczęście! – trzecia piszczała niemiłosiernie.
-O rany, nie mają się czym podniecać – odparł jeden chłopak.
-Cicho! Jesteś zazdrosny, że Angelia-sama lubi bardziej dziewczyny od chłopców!
ŻE CO?!
-A-ale jak to?
Lecz nikt nie raczył odpowiedzieć na moje pytanie. Tłoczyły się wokół mnie zalewając setką pytań.
-Ej! Laski! SPOKÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓJ!
Wszyscy stanęli jak wryci, a gdy się dziewczyny odsunęły, zobaczyłam nikogo innego, jak samą Kajiyamę-san.
-Kaji…ała! Uważaj! – krzyknęłam, gdy ta mnie pociągnęła za rękaw i zabrała od wściekłego tłumu.
Gdy weszłyśmy do sali, było tam raptem parę osób, więc można było spokojnie porozmawiać.
-Co to za afera tam była? – zapytała z zaciekawieniem Kajiyama-san.
-Nic, po prostu wpadłam na jakąś dziwną dziewczynę o czerwonych włosach… to wszystko.
-SŁUCHAM?! WPADŁAŚ NA ANGELIĘ-SAMA?! Jak mogłaś być tak nieuważna?!
-No nie, jeszcze ty?
-Angelia-sama jest najpopularniejszą, najładniejszą, najmądrzejszą i najlepszą ze wszystkich uczniów chodzących do tej szkoły! Wszystkie dziewczyny chcą być jak ona, a chłopcy po prostu śnią o niej każdej nocy! Jest chodzącą doskonałością! Gdybym nie była hetero, chciałabym się z nią umówić!
No tak, Kajiyama-san wpadła w swój świat marzeń i snów. Czy naprawdę każda dziewczyna marzy o tym, żeby być jak ona? Co jest w niej takiego interesującego?
-Poza tym zaproponowała mi, żebym wystąpiła w pokazie mody w następnym tygodniu i…
- Ona ma gust!
-… odmówiłam.
Sądząc po wzroku dziewczyny, nie była zadowolona z mojej decyzji. Myślałam, że mnie zaraz zniszczy. Miała taką wściekłość w oczach.
-CZYŻ TY ZDURNIAŁA?! ODMÓWIĆ?! JEJ NIGDY NIE MOŻNA ODMÓWIĆ!!!
-Naprawdę? – zapytałam głupio.
-TAK! Zobaczysz, jeszcze będziesz występować na tym pokazie, sama cię zmuszę…
-Ale…
-ŻADNEGO ALE! – przerwała mi dziewczyna. - Po lekcjach sama zawlokę cię do Angelii-sama i powiesz jeszcze przy mnie, że chcesz brać w tym udział!
Nie mając większego wyboru, westchnęłam jedynie i usłyszawszy dzwonek, wróciłam do sali. Znów zaczynał się cyrk…
